Jak tam u was pierwszy dzień szkoły?Ja mam już 6 zadań z historii do domu... ;_;
****************
-Pam,masz przechlapane!-zawołała do mnie Veronica z nad swojego biurka.
-Wiem,szef znów się wkurzy!-byłam spóźniona pół godziny.To przez to,że wczoraj nie mogłam spać!
-On uwielbia się nad tobą znęcać,a dziś będzie miał do tego wyraźne powody…-zasiadłam przed swoim stanowiskiem zdejmując czarny sweterek i wieszając go na oparciu krzesła.Dziś będzie ciężki dzień...
Zrobiłam kwaśną minę na widok ilości papierkowej roboty czekającej na mnie.Nie miałam ochoty ani na robotę,ani tym bardziej na siedzenie tu cały dzień.Na dodatek na horyzoncie pojawił się szef.Wszyscy na piętrze natychmiast uciszali się na jego widok.Budził postrach.
Stary facet przeszedł obok mnie.Już myślałam,że da mi spokój,ale on cofnął się i obserwował każdy mój ruch.
-W czymś panu pomóc?-podniosłam głowę znad ekranu komputera.Odchrząknął jedynie krzyżując ręce na piersiach.
-Czekam na mój raport.
-Tylko wyciągnę go z torby.-sięgnęłam do swojej torebki w poszukiwaniu czerwonej teczki.Przeszukałam każdą kieszeń,nigdzie jej nie było.Jeszcze tego brakowało!
-Przepraszam,chyba zostawiłam go z domu.Szybko tam pojadę i za piętnaście minut będę…-złapałam za kluczyki samochodowe i już miałam wstać,gdy szef mi przerwał.
-Czyli chcesz mi powiedzieć,że spóźniłaś się i na dodatek nie masz ze sobą tak ważnego dokumentu?-mówił coraz głośniej.Wszyscy dookoła zaczęli się gapić.Nienawidziłam tego.
-Dlatego chcę teraz po niego pojechać…odpowiedziałam powoli.
-Nigdzie nie idziesz.Już i tak dość narobiłaś…-powiedział przecierając oczy dłonią.Westchnął ciężko i udał się do swojego gabinetu.
Czułam się jak zaszczuty szczeniak i przyzwyczaiłam się do tego.Zawsze w takich momentach chciałam uciec z budynku i nigdy nie wracać.
Z powrotem usiadłam na krześle spoglądając na Veronicę.Patrzyła na mnie z bladym uśmiechem mówiącym „poszczęściło ci się”.
Odetchnęłam głęboko i wróciłam do pracy.Nie minęła nawet minuta,a usłyszałam brzęczenie mojej wyciszonej komórki w kieszeni.Szybko odebrałam.
-Halo?
-Cześć…Nie przeszkadzam?-usłyszałam w słuchawce znajomy głos Logana.Natychmiast poczułam się lepiej.
Rozejrzałam się dookoła siebie w poszukiwaniu szefa.Nigdzie go nie widziałam,więc ściszonym głosem odpowiedziałam:
-Nie,ale streszczaj się.
-Pracujesz na trzecim piętrze?
-Tak…Ale skąd wiesz?-zdziwiło mnie jego pytanie,ale jeszcze bardziej zdziwiło mnie to,co powiedział po chwili:
-Więc wyjrzyj przez okno.
Rozejrzałam się ponownie i po cichu wstałam z krzesła.Podeszłam do okna,bacznie obserwując chodnik.Na środku parkingu stał Logan.Opierał się o ten swój cudny motor machając do mnie ręką nie zajętą telefonem.Uśmiechnęłam się na jego widok i odmachałam.Przez niego mam jeszcze większą ochotę się stąd wydostać!
-Czy ja ci mówiłam,gdzie pracuje?-zapytałam zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Tak,wczoraj.-uśmiechnął się jeszcze szerzej.-Kiedy masz jakąś przerwę?
-Koło czternastej,a co?
-Może chcesz gdzieś wyjść?-przymrużył oczy od słońca.
Już miałam odpowiedzieć,gdy usłyszałam czyjś głos za sobą.
-Czy ja pozwalałem na rozmowy przez telefon?!
Przelotnie spojrzałam na szefa i z powrotem wpatrywałam się w tego przystojniaka czekającego na dole.Ten grubas coś do mnie krzyczał,ale go zignorowałam.
-Pam,co tam się dzieje?-Logan próbował jakoś się ze mną skontaktować,ale nic nie mogłam usłyszeć przez tego cholernego idiotę!
-Czy możesz się w końcu zamknąć?!-rozłączyłam się i spojrzałam na swojego szefa.Wszyscy z piętra gapili się na mnie z niedowierzeniem. Jakoś nie czułam strachu na jego widok.Ten tam na dole był zdecydowanie bardziej wart mojej uwagi.
-Słucham?!-zaczerwienił się z wściekłości i zacisnął dłoń na swoim ukochanym kubku z kawą.
-Rozmawiałam przez telefon!-uniosłam się ponownie krzyżując ręce na piersiach.Tłamszenie własnym szefem jest fajne…
-Masz się natychmiast uspokoić!-zawołał chrypliwym głosem.Widziałam kątem oka,jak Veronica wpatruje się w mnie z szeroko otwartymi oczami.Inni obserwowali nas z przerażeniem w oczach.Pracuję tu od dwóch lat i jeszcze nigdy nie pragnęłam komuś tak wtłuc!Moja złość skumulowała się w jednej chwili i pokierowała moją ręką.
-Mam gdzieś twoje rozkazy.-wyrwałam mu kubek i nonszalancko upiłam łuk kawy.
-Co?!-wyglądał,jakby miał za chwilę wybuchnąć.
-To co słyszałeś!Mam dość twojego darcia mordy na wszystkich!-krzyknęłam rzucając kubkiem o ziemię który roztrzaskał się na tysiące drobnych kawałeczków.Jeszcze nigdy tak nie nakręciłam się na obrażanie innych.A jakie to było przyjemne!
-Moja opinia o tobie sięgnęła dna!
-Ah tak?-ze zdziwioną miną podeszłam do jego biurka.-A ja tak traktuję twoją opinię o mnie!-gdy to powiedziałam,chwyciłam kant stołu i przewróciłam razem z jego zawartością na ziemię.Huk był tak wielki,że aż poczułam wstrząs pod nogami.
-Jesteś ohydnym,beznadziejnym,samolubnym,okropnym…-zaczęłam wyliczać na palcach.-grubym nieudacznikiem bez włosów na głowie!
Gapił się na mnie z wytrzeszczonymi oczami.Zabrakło mu słów,w przeciwieństwie do mnie.Miałam ochotę wygarnąć mu wszystko,co o nim myślę.
-Może właśnie dlatego twoja żona wciąż cię zdradza!-chwyciłam wazon z kwiatami i cisnęłam nim o ścianę.
Złość powoli ze mnie schodziła,za to pojawiła się duma.Matko,tak się cieszę,że w końcu to zrobiłam!
Zdmuchnęłam włosy z twarzy i z powrotem przybrałam pewną postawę.Chwyciłam swoją torbę,sweter i uśmiechnęłam się do wszystkich.
-Jesteś…Jesteś…-grubas nie mógł z siebie nic wydusić,krztusił się własną wściekłością.
Odwróciłam się do niego ze śmiechem.
-I jeszcze jedno:odchodzę.Gówno mnie obchodzi,czy właśnie mnie wywaliłeś.
Ruszyłam pewnym krokiem w stronę wyjścia obserwując moich byłych (nareszcie!) współpracowników.Jedni patrzyli się z pogardą,inni z podziwem.Nagle,jeden z nich wstał z miejsca i zaczął klaskać.Po chwili dołączyli do niego inni,w końcu całe piętro wiwatowało i klaskało na mój widok.
Uśmiechnęłam się szeroko idąc w stronę windy.Właśnie zrobiłam coś,co każdy tu pragnął zrobić od dawna.To,co wtedy czułam,jest nie do opisania.Przepełniała mnie duma i spełnienie.W końcu byłam…wolna.Byłam szczęśliwa!
Nacisnęłam przycisk przywołujący windę.Po otwarciu drzwi,obruciłam się ponownie i wykonałam serdeczny ukłon.Wkroczyłam do kabiny i oznaczyłam parter.
-Ty…-z drugiej strony piętra stał mój były szef nie wyrabiając z gniewu.
Gdy już drzwi się zamykały,posłałam mu wyzywające spojrzenie i pokazałam środkowy palec.O tak,należało się temu tłuściochowi!
Winda zjeżdżała leniwie w dół,a ja stałam na środku zastanawiając się,czy to się naprawdę stało.Mam nadzieję,że tak,bo było super!
W końcu wysiadłam z windy i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Pam,ty nie powinnaś być teraz w biurze?-zapytał mnie portier otwierając mi drzwi.
-Nie,skąd ten pomysł?-odpowiedziałam ze zdziwionym wzrokiem.
Gdy wydostałam się na dwór,zatrzymałam się w miejscu i odetchnęłam świeżym powietrzem.Dawno nie byłam na zewnątrz o tej godzinie przez tą cholerną robotę,a dziś w końcu jestem tutaj!Wolna,bez pracy i z świetnym facetem czekającym na spotkanie ze mną.O tak,lepiej być nie może!
-Hej!-zawołałam do Logana idąc w jego
kierunku.
Spojrzał na mnie zaskoczony przez swoje okulary.
-Czemu jesteś tutaj,a nie na piętrze?
-Wiesz,wywalili mnie.-udawałam obojętną,ale w końcu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Wiedziałem,że w końcu nie wytrzymasz.Co zrobiłaś,żeby cię wylali?
-Zrobiłam awanturę szefowi i potłukłam parę rzeczy…-zaśmiałam się prostując swoją urzędową spódnicę.
-Brawo!-ze śmiechem przybyliśmy piątkę.
-To gdzie się wybieramy?
-Do studia nagraniowego,jeśli chcesz.
-Może być.-powiedziałam kiwając głową.-A jak się tam dostaniemy?
„Błagam,niech zaproponuje motor” prosiłam go w myślach.Strasznie chce się nim przejechać!
Posłał mi tajemniczy uśmiech i wskazał ręką swoją maszynę.Tak!
Odpowiedziałam mu tym samym przekładając swoją torbę przez ramię.
-Siadaj.-powiedział wskazując na wolne miejsce za jego plecami.Ekscytowałam się na samą myśl o tej przejażdżce,więc głupawy uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy.Usadowiłam się najwygodniej jak mogłam uważając,by mój spódnica się nie podwinęła(jazda w urzędowym stroju nie jest zbyt wygodna).
Logan zdjął okulary i założył kask doskonale pasujący do jego boskiej,skurzanej kurtki.
-Złap się czegoś!-zawołał do mnie odpalając silnik.
-Ale czego?
-Najlepiej mnie!-gdy to powiedział,nieśmiale przytuliłam się do jego pleców.Byłam cała spięta,ale zadowolona.
Gdy opuściliśmy parking,wtuliłam się w jego ciało jeszcze bardziej,rozkoszując się tą chwilą.Gdy przypomniałam sobie,co przed chwilą zrobiłam,zaczęłam śmiać się bez opamiętania.Przechodni patrzyli się na mnie jak na idiotkę,a ja cieszyłam się jeszcze bardziej.Nie wiem co mi odbiło,jakaś głupawka.
Na czerwonym świetle Logan wyprostował się i odwrócił głowę w moją stronę.
-Podoba ci się?
-Jeszcze jak!-zawołałam splatając palce na jego klatce piersiowej.Wciągnęłam powietrze wyczuwając przyjemny zapach benzyny.
Po kilku minutach szybkiej jazdy dotarliśmy na parking jakiegoś dużego budynku.Logan zatrzymał się i zgasił silnik.Zdjął kask i zsiadł wyciągając do mnie dłoń.
-To tutaj?-zapytałam korzystając z jego pomocy.
-Tak.-odpowiedział wyciągając kluczyki ze stacyjki i chowając je do kieszeni.-Chodź.
Ruszyliśmy razem w stronę wejścia by po chwili znaleźć się w nowocześnie urządzonym lobby.Logan delikatnie pchnął mnie w stronę lady za którą siedział młody mężczyzna.
-Witam!W czym mogę służyć?-przywitał nas wysokim głosem.
-Logan Henderson do studia 24B.-powiedział wciąż trzymając swoją dłoń na moich plecach.
-Chwileczkę…-portier spojrzał na ekran komputera.-Zgadza się,jest pan odhaczony.Życzę miłego dnia!
Uśmiechnął się do nas i wskazał dłonią windę.Gdy zniknęliśmy w jej wnętrzu,zaczęła grać powolna muzyczka.Po chwili drzwi się otworzyły odsłaniając przed nami długi korytarz pełen drzwi.
-24B…To tu!-Logan otworzył przede mną skrzydło wrót i wpuścił do środka.
*Carlos*
W pokoju pojawił się Logan z jakąś dziewczyną.Od razu zorientowałem się,że to TA dziewczyna,o której mówił Kendall.Gdyby był tu James,biedak nie miałby spokoju do końca życia…
-Cześć!Kogo przyprowadizłeś?-zawołałem kończąc rozmowę z Johnem,nazym specjalistą od udźwiękowienia.
-To jest Pam.
Wyciągnąłem rękę ku lekko zawstydzonej brunetce.-Jestem Carlos.
-Wiem jak masz na imię,moja siostra jest waszą wielką fanką.-odwzajemniła uścisk z uśmiechem.
Od razu zdziwił mnie jej ubiór.Miała na sobie białą koszulę ,urzędową spódnicę oraz czarne balerinki.Jakby dopiero co wyszła z pracy…
-Logan,nagrywamy twój głos jako pierwszy.-odezwał się John zapraszając chłopaka do pomieszczenia nagraniowego.Zasiadł za konsolą i założył słuchawki.
-Mogę cię o coś spytać?-zacząłem siadając obok niej na kanapie.-Dlaczego jesteś ubrana tak oficjalnie?
Zaśmiała się wesoło i opowiedziała mi bardzo interesującą historię. Rzuciła pracę w wielkim stylu obrażając przy tym swojego szefa,po czym po prostu wyszła z budynku i przyjechała z Loganem na motorze właśnie tutaj.Nigdy nie słyszałem takiej opowieści…
-Łał.-powiedziałem pełen podziwu gdy skończyła.Żartowaliśmy na ten temat przez kolejne kilka minut,dzięki czemu poczuła się swobodniej.W między czasie Logan skończył się rozgrzewać i zaczął nagrywać fragmenty piosenki.
Don't stop
Keep it moving
Get it up
Get it going
Put your hands in the air
Until the sun comes up
We keep it up in the party
Getting down getting naughty
Get your hands in the air
Until the sun comes up
-I co?-zapytał Logan przez mikrofon.
-Świetnie.Carlos,teraz ty.-powiedział John gdy brunet zdjął słuchawki i wyszedł z pokoju nagrań.
-Idę.-powiedziałem powoli wstając z kanapy.Szybko założyłem słuchawki czekając na polecenia Johna.
Przez szybę widziałem,jak Logan rozmawia z Pam siadając na tym samym miejscu,które ja zajmowałem.
-Carlos,wykonaj pierwszą kwestię.-z głośników poleciała muzyka,a ja wczułem się w rytm śpiewając mój tekst.Powtórzyłem tą czynność kilka razy,aż dźwiękowiec stwierdził,że głos jest gotowy.
Odetchnąłem zadowolony i powoli zamknąłem za sobą szklane drzwi od pomieszczenia nagraniowego.
-Chłopaki,było wspaniale.teraz całość pójdzie do montażu i jutro jeszcze to przesłuchamy.-powiedział John wyłączając sprzęt.
-Idziemy jeszcze na kawę?-Logan podał Pam jej sweter.
-Jasne.-odpowiedziała mu z uśmiechem.
-Carlos,widzimy się w hotelu!-zawołał do mnie wychodząc z pokoju.
-Czy mi się zdaje,czy coś między nimi iskrzy?-zapytał tajemniczo John.Zaśmialiśmy się obaj.
-Widać to już na pierwszy rzut oka!-potwierdziłem wychodząc z nim na zewnątrz.
*Logan*
Piliśmy kawę przy moim motorze śmiejąc się i rozmawiając.
-Mógłbyś podwieźć mnie do domu moich rodziców?-zapytała Pam wrzucając swój kubek do śmietnika.-Jasne.A kiedy masz zamiar wrócić po swój samochód?
-O nie,nie przyjechałam nim do pracy.Jest w komisie,więc dostałam się tam metrem.-uśmiechnęła się opierając ręce na biodrach.
-W takim razie możemy jechać.-powiedziałem wyciągając kluczyki z kieszeni i wkłądając je do stacyjki.
Pam usadowiła się za mną nieśmiało obejmując mnie w pasie.Uśmiechnąłem się pod kaskiem i uruchomiłem silnik.Maszyneria zawarczała głośno i po chwili znaleźliśmy się na ulicy.
Gdy dotarliśmy do przedmieść,zwolniłem trochę w oczekiwaniu na wskazówki Pam.Skręcałem między małymi uliczkami,aż w końcu zatrzymałem się przed sporym domem.
-Dzięki za podwózkę-powiedziała zsiadając z motoru.-i za dzisiejszy dzień.
-Nie ma problemu.Jeśli chcesz się spotkać,po prostu dzwoń.-powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-Wiesz,gdyby nie ty,wciąż tkwiłabym w tej robocie.Dzięki temu,co mówiłeś mi wczoraj zrozumiałam,że to nie dla mnie.-spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem.Wychyliła się do przodu i pocałowała mnie w policzek.Pocałowała!
-Dziękuję.-dokończyła z uśmiechem i oddaliła się w stronę drzwi.-Do zobaczenia.
-Cześć…-odpowiedziałem obserwując jak znika we wnętrzu domu.
Odetchnąłem zadowolony.Jeszcze nigdy nie tak się nie cieszyłem z pocałunku w policzek!
-Logan,ty idioto…-powiedziałem sam do siebie.
To jest to,na co czekałem!Spędziłem z nią cudowny dzień…
Założyłem swój kask i wyjechałem na ulicę.Prowadząc motor,wciąż wracałem do tego momentu,w którym poczułem ciepło jej ust na swoim policzku.Chyba nigdy nie zmyję śladu błyszczyka z twarzy…
*Pam*
-Już jestem!-zawołałam kładąc torbę na kanapie.Cieszyłam się w duchu,że pocałowałam Logana w policzek.Jego uśmiech po tym wszystkim był bezcenny...
-Ludzie,Pam wróciła!-usłyszałam krzyk Mayi i hałas na schodach.Po chwili przede mną pojawiła się moja siostra ze świecącymi z przejęcia oczami.Oczywiście,zasypała mnie milionem pytań.
-Całowałaś się z Loganem?Widziałam przez okno!Przyjechałaś z nim motorem?Wygląda z nim męsko…Co dziś robiliście?
-Uspokój się.-powiedziałam kładąc jej ręce na ramionach.-Potem ci powiem…-szepnęłam obserwując,jak dostaje bzika i ucieka do kuchni.Ruszyłam za nią.
-Hej!-powiedziałam do mamy zajętej zaparzaniem sobie herbaty.
-No i jak tam?Pamiętałaś o tym,co ci mówiłam?-wyskoczyła od razu ze swoimi idiotyzmami.Mamo,proszę…
-Pam wróciła?-usłyszałam głos Toma.
-Tak!
-Cześć,Tom!-przywitałam wysokiego mężczyznę wchodzącego do kuchni.
-Jest dopiero wpół do piątej.Nie powinnaś być jeszcze w pracy?
-Nie…Wywalili mnie.-zaczęłam z tajemniczym uśmiechem.
Mama zakrztusiła się swoją herbatą.
-Co?!
-Widzę po twojej minie,że to ciekawa historia…Opowiadaj!-zachęcił mnie Tom siadając na krześle.
Zdałam im relację ze zdarzenia w mojej byłej pracy,pomijając wątki związane z Loganem.Jeśli Tom by się dowiedział,że to wszystko przez jego,chyba by go zabił…
-Należało mu się!-zakończyłam historię ze śmiechem na ustach.Wszyscy żartowaliśmy z mojego byłego szefa,nawet mama zrezygnowała z robienia mi awantur na temat „dorosłości”.To był jedyny temat,przy którym robiła się poważna.
Zabraliśmy się za nakrywanie stołu do obiadu.W radiu kuchennym leciała piosenka Bruno Marsa „Gorilla” ,więc przyśpiewywałam odrobinę zanosząc talerze do salonu.
-Logan uczy cię śpiewać?-zażartowała Maya z głupawym śmiechem.
-Zamknij się…-mruknęłam starając się powstrzymać przed uśmiechem słysząc jego imię.Od razu pomyślałam o jego boskim ciele,dołeczkach w policzkach…
Podczas jedzenia wszyscy przyparli zmasowany atak na mnie,głównie Tom.
-To co dziś robiłaś z tym chłopakiem?-powiedział to tak zaborczym głosem,że aż zakrztusiłam się fragmentem zapiekanki.
-Zabrał mnie do studia,a potem wybraliśmy się na kawę.Nic więcej.-spojrzałam badawczo na mamę i Mayę.Ta pierwsza patrzyła się na mnie tajemniczo się uśmiechając.A ta druga wyglądała,jakby miała za chwilę się udusić.Cała jej twarz była czerwona od powstrzymywanego śmiechu.
-A ten „chłopak” ma na imię Logan…-dokończyłam ciszej grzebiąc w swojej porcji.
-Logan?Głupie imię…-zaczął z obojętnym wzrokiem.
-Co ty nie powiesz,”Tom”.-odpowiedziałam unosząc jedną brew.Maya i mama wybuchły śmiechem.
-Pam staje w obronie swojego chłopaka...-powiedziała moja siostra głosem komendatora sportowego.-Co teraz odpowie jej rywal?
-Skończyłem jeść.-powiedział udając obrażonego.Zabrał talerze do kuchni.-Dzisiaj ja zmywam!
-Mogę dziś zostać tu na noc?Nie chce mi się wracać do domu.-zaczęłam patrząc,jak Maya ulatnia się na górne piętro.
-Ale śpisz na kanapie!-zawołał Tom z kuchni.Zaśmiałam się słysząc ten tekst i skierowałam się w stronę schodów.
Poszłam do pokoju Mayi.Gdy otworzyłam drzwi,zastałam czekającą na mnie siostrę.Chwyciła mnie za rękę i posadziła na łóżku.
-Mów!
Zaśmiałam się krótko i przeszłam do opowieści z dzisiejszego spotkania.Z zapartym tchem wysłuchiwała tego,co miałam do powiedzenia wzdychając z zachwytu.Gdy skończyłam,opadła na łóżko i rozmarzonym głosem powiedziała:
-Chciałabym,żeby ktoś się w mnie zakochał,tak jak Logan w tobie…
-Nie wydaje mi się,że można zakochać się w kimś po dwóch dniach.-powiedziałam zaczerwieniona.
Posłała mi spojrzenie „może-i-tak-ale-ja-wiem-lepiej” i złapała za swoją komórkę.
-Powinnaś zachować się jak prawdziwa siostra i umówić mnie z Jamesem.
-Możesz pomarzyć!-zaprotestowałam.Złapała za najbliższą poduszkę i zaczęła mnie nią okładać,z czego śmiałam się jeszcze bardziej-Nigdy!
Udawałam obojętną w kwestii Logana,choć wciąż tkwił w mojej głowie.Zaczęłam się zastanawiać,co by się stało,gdybym pocałowała go w usta.Odwzajemniłby pocałunek,czy próbował się odsunąć?Ale całus w policzek to też coś,prawda?Byłam jedną nogą w niebie.
Podoba się? :)
Procentowa

