Muzyka

wtorek, 26 listopada 2013

"Jedynie boleśnie zadrapane plecy napawały mnie dziwną dumą"

Rozdział miał być wczoraj.Zapomniałam.Sorry! :)


*Pam*


-Cholera,ile tu rupieci…-powiedziałam ocierając czoło z potu po znoszeniu kilkunastu ciężkich pudeł po schodach.Stałam teraz na strychu rozglądając się za rzeczami,których jeszcze nie przeglądałam,a mogłabym wyrzucić.Pomimomo mojej ciężkiej pracy od kilku godzin bez przerwy,pomieszczenie wciąż wyglądało na zapuszczone i długo nieodwiedzane przez ludzi.Chyba takie już są strychy,pełne starych przedmiotów,kurzących się czekając,aż ktoś z powrotem zacznie ich używać.
 Podeszłam do małej lampki nocnej z pokaźnym,dzierganym abażurem.Wzięłam ją do ręki i obejrzałam.Wyglądała tak wystawnie i skromnie,mimo swoich pięknych kolorów i wystających nitek materiału.Patrzyła na mnie tym swoim błagalnym wzrokiem…
-Nie dzisiaj,lampko.Żegnaj.-powiedziałam twardo wrzucając ją do pudła z rzeczami do wyrzucenia,śmiejąc się ze swojego tonu terminatora.Punkt dla mnie,milion i dwieście tysięcy dla strychu.Tej wojny nie da się wygrać.
 Właśnie stawiałam kolejne pudło w przedpokoju,gdy doszedł mnie dzwonek do drzwi.Uśmiechnęłam się mimowolnie,gdy w wizjerze zobaczyłam znajomą mi twarz Logana.Szybka poprawa fryzury,ściągnięcie rękawiczek i byłam gotowa,mniej więcej.
-Witam.-powitałam go uprzejmie opierając się lewym ramieniem o framugę drzwi.Chłopak w pomarańczowej bluzce uśmiechnął się do mnie i spojrzał przez swoje przeciwsłoneczne okulary.Jak zwykle idealny.-Co tu sprowadza szanownego pana?
-Nudziło mi się w hotelu,więc pomyślałem,że może poszlibyśmy gdzieś razem,na przykład do wesołego miasteczka?-zaczął odsłaniając swoje dołeczki.-Jeśli jaśnie pani zaszczycie mnie swoją obecnością.
-Hmm,no nie wiem…-udawałam zamyśloną przekręcając głowę w prawo,choć w głowie miałam gotową odpowiedź gdy tylko o to zapytał.-a co będę z tego miała?
-Aż tak mnie nie lubisz,że muszę cię przekonywać?-odpowiedział mi pytaniem na pytanie unosząc kąciki ust w górę.-Będziesz mogła dotknąć mojego motoru.
-O matko!Naprawdę?-pomachałam dłonią koło twarzy udając,że wachluje się po nagłym przypływie emocji i wpuściłam go do środka.
 Wszedł pewnie do przedpokoju rozglądając się na boki.
-Widzę,że robiłaś coś przed moim przyjściem.Nie przeszkadzam ci?
-Nie,to tylko…mały remanent.-skłamałam modląc się,by nie zobaczył góry kartonów które starałam się zakryć swoim ciałem,choć przewyższały mnie o głowę.-Poczekaj chwilę,przebiorę się i możemy iść.
 Udałam się do sypialni przegrzebując całą zawartość szafy,aż ostatecznie wybrałam spódnicę z przedłużonym tyłem o cudownie turkusowym kolorze i białą koszulę.Przebrałam,oraz umalowałam się w rekordowo szybkim czasie,tak więc po dwudziestu minutach(powiedziałam,żę rekorowym,ale nie powiedziałam,że to było szybko) spakowałam komórkę i portfel do małej skurzanej torebki i przełożyłam ją sobie przez ramię.
-Już!-zawołałam do bruneta który właśnie przeglądał jakieś stare zdjęcia.-Zostaw!
 Podbiegłam do niego i wyrwałam mu zdjęcia z ręki.Zaśmiał się lekko wyciągając zza pleców następne.
-Czemu?Zabawnie wyglądałaś!-śmiał się jeszcze głośniej,gdy zobaczył moje zdjęcie z dzieciństwa w stroju małpy.
-To było Halloween!-odparłam pozbawiając go jakichkolwiek pozostałości z mojego dzieciństwa i schowałam je głęboko w pudle.-Dobra,chodź już i nie przeglądaj moich prywatnych rzeczy.
-Okej…-odparł wychodząc ze mną z domu.
                                              *************************
 -I tak właśnie wyglądała moja pierwsza praca.-tymi słowami zakończyłam bardzo interesującą historię na temat stażu w piekarni z przed siedmiu lat.Logan z zainteresowaniem słuchał moich zapewne nudnawych opowieści popijając whisky ze szklanki,choć widać było po jego minie,że odrobinę żałował tego pytania.-A ty?Jak zaczynałeś?
 Odetchnął w zamyśleniu rozglądając się po barze.
-Jak każdy.Dopiero rola w serialu to była moja poważna praca.-odparł opierając się łokciem o ladę.Jego mięśnie tak mocno się napięły…Oh,my.
 Przygryzłam lekko dolną wargę na ten widok,gdy podniósł rękę by przywołać do siebie barmana i spojrzał na mnie pytająco.
-Chcesz coś jeszcze?-zapytał Logan spoglądając to na mnie,to na wysokiego blondyna czekającego na zamówienie,a ja wciąż gapiłam się na jego muskuły.Pam,ogarnij się!
-Jeszcze raz to samo,dzięki.-odparłam otrząsając się z zachwytu i starając się zignorować spojrzenie bruneta,które dosłownie przewiercało.Nie ukrywam,że mnie to kręciło…
 Po chwili otrzymałam swoją szklankę wypełnioną alkoholem i natychmiast upiłam z niej durzy łyk.Gorzki smak wykręcił mi twarz w dziwaczny grymas,przez co Logan zaśmiał się uroczo i ponownie pokazał swoje dołeczki(to mi się nigdy nie znudzi),po chwili jednak znów wbił we mnie swoje zaciekawione spojrzenie mieszając whisky w szklance.
-Nie wydawało ci się to dziwne?
 Przerwałam wpijanie w siebie nadmiaru alkoholu.
-Ale co?
-Facet na koncercie wyhacza cię z tłumu,gapi się jak idiota i wciska swój numer telefonu.-powiedział wszystko jednym tchem wyczekując odpowiedzi.-Nie pomyślałaś,choć przez chwilę,że jestem gwałcicielem?
-Hm,faktycznie,to nie była zbyt…codzienna sytuacja.A gwałciciele są brzydsi.Więc nie.-uśmiech nie schodził mi z twarzy bez przerwy,Logan pytał dalej.
-A numer?Czemu zadzwoniłaś?
 Odstawiłam szklankę na ladę.Lekko wychyliłam się do przodu,jakbym chciała wyjawić mu sekret i szepnęłam:
-A czemu nie?
 Spojrzał na mnie zabawnie i się uśmiechnął.
-Czyli twierdzisz,że jestem zbyt przystojny na pedofila?
-Może…-odparłam długo przedłużając literę „m”.Logan uśmiechnął się,wstał z krzesełka i „niby przypadkiem” przejechał dłonią po moim kolanie.Alkohol zaczyna działać(tutaj zaczynam czkać jak pijana wiewiórka).Mam genialny plan.
-Która godzina?-zapytałam rozciągając się już na stojąco.
 Logan podrapał się po głowie i spojrzał na zegarek.
-W pół do pierwszej.Trochę się zasiedzieliśmy.-stwierdził podając mi torebkę.Gentleman.
-Matko,chyba muszę wracać już do domu…-chciałam już opuścić pub,gdy Logan złapał mnie za rękę i przyciągnął z powrotem do siebie.Był tak blisko mnie,że wyczuwałam jego ciepły oddech na szyi,przez co serce przyśpieszyło mi dwukrotnie,a w gardle kompletnie zaschło.
-Jest jeszcze wcześnie,wciąż możemy się zabawić.-powiedział nie przestając patrzeć mi w wytrzeszczone z zaskoczenia oczy.Jego źrenice stanowczo powiększyły się i równocześnie biły takim dziwnym blaskiem,że mogłam zobaczyć w nich swoje odbicie.Fascynujące.
-Czyli?-powiedziałam gdy w końcu odzyskałam mowę.Logan puścił moją dłoń i znów uśmiechnął się nonszalancko.
-Skąd ja mam wiedzieć?To ty tu mieszkasz.-odparł zabawnym tonem,co wywołało u mnie uśmiech.
 Wytężyłam umysł na krótką chwilę.
-Nie daleko jest wesołe miasteczko.
 No więc wybraliśmy się na drugi koniec molo i bawiliśmy się jak małe dzieci przez dwie godziny.Po tym wszystkim byłam już na serio wykończona(i upita),dlatego kierowaliśmy się w stronę mojego domu (bez skojarzeń,Logan tylko mnie odprowadzał…a może nie?) wlokąc się niemiłosiernie.
-Wciąż nie wierzę,że rzuciłeś piłką w tamtego gościa!-śmiałam się idąc lekko chwiejnym krokiem po chodniku.
-Nie wiem,czemu.Był chamski,więc w niego rzuciłem.-Logan również śmiał się z tego,co zdarzyło się jakąś godzinę temu.Chcecie wiedzieć,co?Kiedy byliśmy w kolejce po watę cukrową,jakiś idiota wepchnął się przed nas i jeszcze robił awanturę,że to my chcieliśmy zająć mu miejsce.Logan chciał się wykłócać,ale odciągnęłam go od tego kretyna po czym ruszyliśmy w zupełnie innym kierunku.Na szczęście,(bo to było zabawne)na naszej drodze stanęła budka „przewróć piłką coś tam,to dostaniesz nagrodę jakąś tam”.Więc Logan rozejrzał się za siebie,a kiedy namierzył tego samego gościa,który nam się naprzykrzał,chwycił jedną piłkę i niczym snajper z wieloletnim stażem trafił prosto w jego głowę wytrącając mu tym samym watę cukrową z ręki.Jako że był idiotą,nawet nie zorientował się,skąd dostał,a ja nie wyrabiałam ze śmiechu.Widzieliście kiedyś małe dziecko leżące na plecach rozpaczliwie próbujące obrócić się na brzuch?Tak wyglądał ten facet,kiedy próbował podnieść watę z ziemi.A po piłkę nie musieliśmy wracać,właścicielowi budki wystarczyło,że doprowadziliśmy go do płaczu ze szczęścia.
-Jesteś idiotą,ale to było śmieszne.-powiedziałam nie przestając chichotać.  
 W końcu zatrzymaliśmy się przed moim domem oświetlonym jedynie przez uliczne latarnie.Mimo,że New Jersey jest żywe przez dzień i noc,dziś było wyjątkowo spokojnie,a przynajmniej na ulicy przy której mieszkam.Jak najwolniej wykonywałam każdą czynność by móc spędzić więcej czasu z Loganem,nie przestając rozmawiać z nim o byle czym.Niestety,w niepokojąco szybkim czasie oboje staliśmy przy drzwiach wejściowych mojego domu.
-Fajnie było.Trzeba to powtórzyć.-powiedziałam z uśmiechem w półmroku dostrzegając,jak Logan krzyżuje ręce na piersiach.
 Chwila ciszy.Ale to nie była taka niezręczna cisza,bardziej przyjemna cisza.Taka cisza,w której można by trwać godzinami i jedynie napawać się czystym powietrzem z fajną osobą obok.(powiem jeszcze raz:cisza)
 Już odwróciłam się w stronę drzwi z kluczami w dłoni,gdy w jednym momencie Logan złapał mnie za rękę,dokładnie jak w pubie,przyciągnął do siebie i pocałował.Pocałował,pocałował,pocałował!
 I nie mówię tu o zwykłym całusie na do widzenia,ale prawdziwym,czułym i namiętnym pocałunku…Matko,jak on całuje.To jak oberwanie w twarz słodką tęczą która rozpływa się po całym ciele dając poczucie spełnienia…(wiem,porównania godne osoby z problemami emocjonalnymi,ale tak właśnie się czułam)
 Jedną dłoń oparł o moje biodro,drugą zaś delikatnie położył na policzku.Natychmiast odpowiedziałam mu podobnie oplatając ręce wokół jego karku.
 Trwaliśmy w pocałunku dosyć długo,aż rozłączyliśmy się na chwilę by zaczerpnąć powietrza.Zbliżyłam swoją twarz tak blisko,że stykaliśmy się nosami.
-To też musimy powtórzyć.-powiedziałam wesoło,gdy na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech.


*Logan*


 Jakieś trzaśnięcie na zewnątrz obudziło mnie ze snu.Nawet nie pofatygowałem się,by otworzyć oczy i rozejrzeć dookoła,jedynie odwróciłem się na drugi bok z zamiarem ponownego zaśnięcia.Gdy już to zrobiłem,moja ręka odruchowo powędrowała na drugą stronę łóżka,gdzie napotkała coś dziwnego.Zmuszony do otwarcia oczu,chwilę przyzwyczajałem się do światła,aż obraz stał się wyraźny.Im lepiej widziałem,tym bardziej zdawałem sobie sprawę,że nie jestem w apartamencie hotelowym,tylko w czyjejś sypialni.A to „dziwne coś”,co wyczułem,to były plecy Pam.
-Co tu się działo?-powiedziałem niemo delikatnie wiodąc palcem po długości jej ramienia.Dziewczyna była odwrócona tyłem do mnie,wciąż pogrążona we śnie.Nie najdziwniejsze było to,że obudziłem się w jednym łóżku z nią,ale bardziej to,że była naga i ja też.

 Moje kojarzenie faktów z rana działa z minutowym opóźnieniem.Logan,piątka!
 Uśmiechnąłem się tryumfalnie i rozejrzałem po pokoju.Wokół łóżka leżały ubrania i jakieś inne rzeczy,gdzieś między nimi dostrzegłem swoją bluzkę i ciemne jeansy.Już przybiłem sobie piątkę,ale zasłużyłem na drugą!
 Szafka nocna po lewej stronie została przyozdobiona koronkowym stanikiem,tuż obok mojego telefonu z dwoma nieodebranymi połączeniami od Kendalla i trzema od Carlosa.Jednym palcem uniosłem „ozdobę” zawieszoną na małej lampce,tam z kolei znalazłem kolejną fascynującą rzecz którą był zużyta prezerwatywa.A mówili,że noszenie zapasowej w portfelu to głupota.
 Jak najciszej ześlizgnąłem się z łóżka,pozbierałem swoje ubrania,zabrałem telefon i po cichu opuściłem pokój.Chwilę pokręciłem się po domu w poszukiwaniu łazienki,aż w końcu natrafiłem na nieduże,acz przytulne pomieszczenie,gdzie mogłem w spokoju ubrać się i doprowadzić do ładu.Stanąłem przed umywalką,nad którą wisiało lustro.Bez namysłu przemyłem twarz wodą biorąc głęboki wdech.Nadal nie pamiętam dokładnie,co działo się wczorajszej nocy,ale przynajmniej wiem,że było fajnie.Chyba.
 Oglądając swoje odbicie w lustrze dostrzegłem zaczerwienienie między prawym obojczykiem a szyją.
-Malinka…zajebiście.-powiedziałem z uznaniem do własnej osoby oglądając się w poszukiwaniu jakiś innych oznak tego,że w nocy zabawiałem się z Pam.Jedynie boleśnie zadrapane plecy napawały mnie dziwną dumą(if you know what I mean…).
 Leniwie zakładałem ubrania pozostawiając jedynie koczulkę,która wciąż mokra po tym,jak ją „uprałem” schła na moim ramieniu.Układanie włosów „jako tako” i opuściłem łazienkę przenosząc swoją osobę do kuchni.Ze względu na to,że moje zdolności kucharskie ograniczają się do nastawienia czasu działania mikrofalówki oraz gotowania wody,jedyne co przyszło mi na myśl to jajecznica(którą i tak zapewne spalę).
 Swobodnie przeszedłem przez znany mi już pokój,wyciągnąłem składniki i tak zaczęła się moja walka z patelnią.
-Czy ten cholerny olej musi mnie tak parzyć?!-powiedziałem sam do siebie,kiedy znów oberwałem w rękę syczącą z gorąca cieczą.
-Zabawnie wyglądasz w kuchni.-usłyszałem za sobą czyjś głos.Uśmiech na mojej twarzy pojawił się automatycznie na widok dziewczyny w samej bieliźnie.-Mówiłeś,że nie umiesz gotować,ale nie sądziłam,że tak tragicznie to wygląda.
-Ale się staram.-odparłem ze śmiechem patrząc na patelnię.Dobra,już znudziło mi się smażenie.Zrezygnowany i świadomy,żę przegrałem tą bitwę wyłączyłem gaz i na wszelki wypadek zrobiłem krok do tyłu,patelnia nadal skwierczała złowrogo.Nigdy nie wiadomo,co się stanie.
 Pam podeszła do mnie i oplotła się dłońmi wokół mojej szyi.Pocałowałem ją delikatnie czując,jak uśmiecha się w moje usta po czym przycisnąłem ją mocniej do siebie.Mruknęła niczym kot z zadowolenia wbijając palce w skórę na moim karku.
-Przypominam,że ja nadal jestem bez koszulki,a ty tylko w bieliźnie.-szepnąłem jej do ucha z uśmiechem.-Nadal można to zmienić...
 Pam zaśmiała się lekko i spojrzała na mnie swoimi srebrno-zielonymi oczami.
-Mam lepszy pomysł…
 Patrzyłem pytająco w jej usta,które unosiły się w chytrym uśmieszku.Chyba wiem,co chce powiedzieć…
-Zjemy śniadanie!-na widok mojej zawiedzionej miny wybuchła śmiechem i ponownie włączyła gaz.-Musisz nauczyć się robić jajecznicę,jeśli chcesz jeszcze obudzić się ze mną w jednym łóżku.
 Myślę,że to była odpowiednia motywacja.


*James*


 Matko,jak ja uwielbiam poranki.A zwłaszcza takie,kiedy masz świadomość,że nie musisz nastawiać budzika i wstawać do pracy.Korzystam z takich pięknych dni i leżę w łóżku do dziesiątej.Mhm,tak jest najfajniej.Nie,najfajniej jest,kiedy jesteś w pięciogwiazdkowym hotelu,ze swoją dziewczyną i psem.Ups,zapomniałem:tak właśnie jest!Ah,nigdzie się nie wybieram.Pozdrowienia dla słabiaków,którzy teraz idą do pracy!
-James,wstawaj.-mój piękny spokój zakłócał mi głos Grace.
 Haha,dobry żart.
-Mmmm…-przekręciłem się na drugą stronę chowając twarz w poduszkę.-Obudź mnie tak za nigdy.
 -Bardzo śmieszne.Rusz się,dochodzi jedynasta.Nie chcę mi się siedzieć w jednym miejscu!
 Leniwie otworzyłem oczy i zobaczyłem znajomą mi twarz wiszącą kilka centymetrów nade mną.Z tego punktu widzenia wygląda trochę jak psychopata.
-Zbieraj się,bo wyjadę.-powiedziała twardo.Na te słowa jak najszybciej wyskoczyłem z łóżka i popędziłem do łazienki krzycząc „Nigdy!”.Gdy byłem już odświeżony i ubrany,ponownie wróciłem do sypialni,gdzie zastałem Kendalla i Carlosa gawędzących sobie z Grace.Rzuciłem się na łóżko obok niej głośno wciągając powietrze.
-Co tam?-zapytałem wpatrzony w sufit.
-Zastanawiamy się,gdzie jest Logan.Nie widziałem go od wczorajszego poranka.-Carlos nie wyglądał na zbyt zaaferowanego tą sprawą,jedynie kręcił się na obrotowym fotelu podrzucając w dłoni swoje słuchawki(w końcu je znalazł,były w jego plecaku…eh.)
-To oczywiste.Ulotnił się do tej,em,jak jej tam?
-Pam.-odpowiedział mi Latynos.
-No tak,Pam.Zapewne poszli sobie gdzieś,upili się i-wykonałem palcami gest oznaczający cudzysłów-spędzili dobrze noc.
-I dobrze.Przydałaby nam się nowa członkini do klubu „dziewczyn chłopaków z BTR”.-zażartowała Grace pozwalając,bym otulił ją ramieniem i przysunął do siebie.
-A nie wydaje wam się to odrobinę głupie,że spotykają się tak często,choć wylatujemy za tydzień w drugi zakątek kraju?Jaki to ma w ogóle sens?-Kendall wciąż drapał się po brodzie zwiedzając zakątki pokoju.
 Na te słowa doszła nas charakterystyczna muzyczka z windy i powolne kroki na korytarzu.
-Sam go o to zapytaj.-odparłem z uśmiechem wymieniając tajemnicze spojrzenia z chłopakami.Grace jak zwykle mnie popierała.
-Matko,uspokójcie się!To jest jego życie,niech sobie robi co chce.I tak już się nienawidzicie przez tą trasę.Dajcie mu od was odpocząć.-moja dziewczyna broniła Logana stając przed drzwiami tym samym uniemożliwiając nam wyjście.
 Znów spojrzeliśmy na siebie skarconymi spojrzeniami.
-Dobrze.-odparł Carlos równocześnie z Kendallem.Grace obdarzyła ich wybaczającym uśmiechem,po czym otworzyła drzwi by wrócili do swoich pokoi,ale oni zamiast tego zaczęli biec przez cały korytarz,aż do apartamentu Logana.Nie ma rady,musiałem za nimi pobiec.Cóż,takie życie.
 Zanim znalazłem się na miejscu,chłopaki wparowali już do pokoju skacząc po łóżku,na którym leżał brunet.
 Carlos usiadł obok niego,złapał go za ramiona i zaczął trząść nim jak najmocniej krzycząc „Loguś ma dziewczynę!”,a Kendall wtórował mu nie przestając tańczyć jak idiota.Jako,że Grace poszła tam razem ze mną,nie mogłem śmiać się razem z nimi,bo ukarałaby mnie tym swoim złowieszczym spojrzeniem pod tytułem „Bardzo się na tobie zawiodłam,James”,a głupawa mina zdziwionego chłopaka dodatkowo utrudniała mi zadanie.
-Nie macie nic lepszego do roboty?-zawołał Logan brutalnie spychając Latynosa wciąż nie przestającego chichotać na podłogę-Idźcie sobie!
-Opowiedz najpierw,co robiłeś wczoraj i czemu nie było cię w hotelu…-powiedziałem wykonując zabawny gest brwiami w jego stronę.
 Logan zmrużył oczy i wbił we mnie mordercze spojrzenie,po czym rozejrzał się po pokoju mamrocząc pod nosem coś w stylu „nistakigonirobiłemm…”.Aha.
-Co?-dopytywała się Grace obok mnie.
-Powiedziałem:idźcie sobie!-zawołał starając się ukryć zawstydzony uśmiech i wypchnął nas wszystkich z pokoju.
 Wiadomo,co to znaczy…

poniedziałek, 18 listopada 2013

"Nigdy nie zabieraj mi telefonu kiedy z niego korzystam."

Tak,nie dodawałam cholernie długo,bo nie chciało mi się pisać,nie będę wmawiać,że "nie miałam weny" czy coś.Ale wróciłam do pisania,a to na razie taki przedsmak :)



*Kendall*


 -No i gdzie on jest?-zapytał James bawiąc się swoim mikrofonem.
-Dzwoniłem do niego,już jedzie.-odpowiedziałem wstając z podłogi i poprawiając koszulę.Siedzieliśmy na wciąż budowanej scenie wyczekując Logana,który się spóźnia.Znowu.
-Jest już?-podeszła do nas Victoria.
-Nie…-ponownie odpowiedziałem znudzonym głosem.
-Pewnie znowu był u tej dziewczyny.-zaczął James z głupim wyrazem twarzy.
-Matko,James,nie masz już co robić?-wtrącił się Carlos.
-Z jaką dziewczyną?-dopytywała się Victoria.
 Razem z Latynosem westchnęliśmy wiedząc,co się za chwilę stanie.
-No z tą jego panienką.Poznał ja na koncercie i teraz nie odstępują się na krok.To przeznaczenie!-zaśmiał się krótko gdy Carlos kopnął go w łydkę.Takich rzeczy nie mówi się Victorii.Wyszscy wiedzą,że ona nadal czuje coś do Logana,choć ten związek zakończył się dawno temu.
-Tak się nie robi.Poznał kogoś kilka dni temu i już są razem?Strasznie głupie i nieodpowiedzialne!-powiedziała zdenerwowana krzyżując ręce na piersiach.
-A może to tylko przygoda „na jedną noc”?-James ponownie ob

erwał,tym razem ode mnie.-Co?A może stwierdzicie,że nie?
-Ja stwierdzę.-powiedziałem,gdy Carlos posłał mi groźne spojrzenie.Mam nadzieję,że odczytałem je prawidłowo,bo natychmiast się uciszyłem.
 James poszedł sobie do stolika z napojami,podczas gdy ja zbliżyłem się do Latynosa z dziwnym wyrazem twarzy.
-Gadaj,co tu się dzieje.-zacząłem szeptem.Ta sprawa się rozkręca…
-Nic się nie dzieje.Ona mu się po prostu podoba,więc codziennie się spotykają.-odpowiedział cicho udając,że pisze sms’y na telefonie.
-Uuu,Romeo i Julia.Nie wydaje mi się,by to miało jakiś sens,biorąc pod uwagę,że wyjeżdżamy za cztery dni.-musieliśmy szybko zakończyć rozmowę,bo zbliżała się Victoria.
-Co to za ploteczki?-zapytała z uśmiechem siadając naprzeciwko nas.
-Zastanawiamy się nad sensem życia.-zażartowałem gdy zobaczyłem zdyszanego Logana.
-Winda się zepsuła…-powiedział łapiąc oddech.W końcu się wyprostował i zabrał mi butelkę wody z ręki.-Już jestem.
-Widzimy…-powiedziała Victoria i obrażona odsunęła się od nas.
 Logan wypił pół butelki jednym łykiem i zdjął kurtkę.
-A tej co?
-No…To wszystko przez Jamesa!-Carlos włożył słuchawkę do ucha gdy podeszła do nas nasza specjalistka od choreografii.
-Dobra chłopaki i dziewczyno!Victoria wam jedynie supportuje,więc zejdzie ze sceny po kilkunastu minutach.Teraz zabieramy się za układ do „Run Wild”!
 Ćwiczyliśmy synchronizację tańca ze śpiewaniem przez dobre trzy godziny.W końcu Nikka (nasza droga pani choreograf) pozwoliła nam na chwilę odpoczynku. Wszyscy czterej położyliśmy się na podłodze szukając jakiejś ochłody.Carlos właśnie wymieniał znaczące spojrzenia z Loganem,gdy James zaatakował:
-Co tam,Logan?Gdzie byłeś?-powiedział z uśmiechem seryjnego zabójcy.Brunet podniósł się na rękach i popatrzył się na niego dziwnie.Chyba się trochę wkurzył…
-Byłem u Pam.Tak,zgadza się,u TEJ dziewczyny.Spędziłem jedną trzecią dnia z nią,jej młodszą siostrą i matką na rozmowie i przyrządzaniu Lazanii.Czy chcesz wiedzieć coś jeszcze?
-Nie,tylko szkoda mi tej dziewczyny…-odpowiedział mu James.Chyba odrobinę przesadził.Spojrzałem na Carlosa który przybrał poważny wyraz twarzy.
 Logan odetchnął tym samym spuszczając z siebie złość i nic nie odpowiedział.W końcu wstał z podłogi i skierował się w stronę łazienki.
-Jesteś kretynem.-usłyszałem Carlosa który po krótkiej chwili ciszy strzelił Jamesa palcem w ucho.
-Ej!-zawołał brunet.-Co ja zrobiłem?
-Nie możesz czasami odpuścić?-powiedziałem otwierając kolejną butelkę wody.Czasami potrafi zachowywać się na prawdę żałośnie i nie odpowiednio,a Logan jest jego najlepszą ofiarą,bo jest cierpliwy.Kiedyś naprawdę oberwie od niego w twarz za te głupie teksty.
-Jest dla mnie jak młodszy brat!Muszę go podręczyć…
-Tyle,że on jest od ciebie starszy i mądrzejszy.-powiedział Carlos gdy Logan wrócił z łazienki.Usiadł koło mnie z głupim uśmiechem bawiąc się telefonem.
-Co?-powiedziałem robiąc tą samą minę.
 Powoli odsłonił ekran komórki pokazując mi jakiegoś sms’a.Od…Pam?Ah,ta ”dziewczyna”.
Szkoda,że musiałeś tak szybko iść…Mam nadzieję,że spotkamy się jutro,tym razem sami ;) Powodzenia na koncercie :)
-Łał…Fajnie masz.-powiedziałem cicho z tępym uśmiechem.
 Po chwili na salę wszedł nasz menadżer Nev.
-Chłopaki,idźcie się już przebrać,dochodzi czwarta.
 Wszyscy wstaliśmy z podłogi oprócz Logana który wciąż pisał sms’y.
-Wstawaj.-Carlos stanął nad nim z surowym wyrazem twarzy.Brunet spojrzał na niego zdziwiony i odwrócił się do nas plecami.-Logan!
 W końcu Latynos wyrwał mu telefon z ręki  i uciekł do garderoby.
-Ej!-chłopak ruszył za nim znikając w drzwiach bocznych do sali.
-Aha.-powiedział James z czego obaj się zaśmialiśmy idąc w stronę garderoby.W środku zastaliśmy Logana z telefonem w dłoni stojącego jedną nogą na pokonanym Carlosie.
-Nigdy nie zabieraj mi telefonu kiedy z niego korzystam.-powiedział żartobliwie poważnym tonem i pomógł mu wstać.
 Po chwili pojawiły się stylistki z przygotowanymi już dla nas strojami.Zajęła się mną pewna piękna blondynka,z którą po prostu musiałem poflirtować.Jej uśmiech jest taki zniewalający!


*Grace*


-To ten pokój?-zapytałam oglądając ogółem spore pomieszczenie.
-Tak.Pan Maslow razem z Panem Hendersonem,Shmidtem oraz Peną podali dwudziestą jako godzinę ich powrotu.-powiedział podstarzały bagażowy z wąsem.
 Przekroczyłam próg drzwi i postawiłam na ziemi Foxa który od razu zabrał się za zwiedzanie pokoju.
-Dziękuję.-wręczyłam bagażowemu napiwek w postaci dziesięciu dolarów i zamknęłam za sobą drzwi.
 Która godzina?Dopiero siedemnasta.Mam jeszcze sporo czasu do powrotu Jamesa.Może rozejrzę się po mieście?


*James*


 Dzisiejszy występ jak zwykle się udał.Świetnie się bawiłem,zwłaszcza,gdy zaczęliśmy zapraszać fanki na scenę i z nimi rozmawiać.Logan opowiadał głupie kawały,z których i tak się śmialiśmy,a dziewczyny,które były na scenie pomagały śpiewać nam piosenki.
-Fajnie dziś było.-powiedział Kendall idąc za mną do pokoju razem z Carlosem i Loganem.A po co oni ze mną idą?
 Gdy zadałem im to pytanie,wszyscy spojrzeli na mnie z tajemniczym uśmiechem.
-No dobra…-powoli otworzyłem drzwi od swojego pokoju.Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem…Foxa?Szczeniak dostał szału na mój widok i zaczął skakać ze szczęścia dookoła moich nóg.
-Foxik!Co ty tu robisz?-wziąłem go na ręce nie przestając się śmiać czując,jak pies bez opamiętania liże mnie po twarzy.Spojrzałem pytająco na chłopaków którzy nie przestawali szczerzyć się do mnie jak banda gwałcicieli.O co im chodzi?
 Tak,ucieszył mnie widok mojego pisaka,ale po chwili w mojej głowie pojawiła się masa pytań.Skąd on się tu wziął?Kto go przywiózł?Przecież był z Grace…O matko!
-Hej!-zawołała blondynka która wyłoniła się nagle zza drzwi łazienki.Jej widok tak mnie ucieszył,że od razu do niej podbiegłem łapiąc w swoje objęcia bez zamiaru puszczenia.Niby tylko miesiąc,ale jak się stęskniłem!
-Ał,James,też się cieszę,że cię widzę!-powiedziała próbując wyzwolić się z mojego uścisku.-Ale dusisz mnie!
 Odsunąłem się od niej tylko po to,by móc ją pocałować.Za jej ustami stęskniłe
m się najbardziej…
 Gdy w końcu odsunęliśmy się od siebie,spojrzałem pytająco na chłopaków,a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Wiedzieliście o tym?
-Gdy by nie my,to w ogóle by się nie udało!-zawołał wesoło Logan.
 Ponownie spojrzałem na moją dziewczynę która uśmiechała się od ucha do ucha.Jej blond fale splecione w luźny warkocz lekko opadały na plecy a brązowe oczy wesoło spoglądały na mnie spod grzywki.Smukły profil jej twarzy i mały nos również wyglądały radośnie,głównie przez światło wpadające do pokoju.
-Cieszysz się?-zapytała całując mnie w policzek.
-Jasne,że tak!Strasznie się za wami stęskniłem!-powiedziałem biorąc na ręce Foxa.Teraz jest mi o wiele lepiej!


*Carlos*


 Razem z chłopakami dawno rozeszliśmy się już po pokojach.Właśnie wychodziłem z łazienki po długim prysznicu,gdy usłyszałem dziwne dźwięki zza ściany.Jakby jęki połączone ze skrzypieniem łóżka…?Widocznie James nie zatęsknił tylko za całowaniem się z Grace.
 Zaśmiałem się krótko i padłem na łóżko.Jeśli tak wyglądają odwiedziny dziewczyn,to ja też tak chcę!
 Złapałem za komórkę i wykręciłem numer Alexy.
-Halo?-ledwo usłyszałem przez nieustający hałas.Matko,James!Ucisz się!
-Cześć,to ja.-powiedziałem odrobinę głośniej.
-Em…a co robisz?-zapytała podejrzliwym tonem.Chyba nie myśli,że to ja?
-Oglądam porno…-powiedziałem sarkazmem.-To James z Grace.
-W końcu go odwiedziła?
-Mhm.Wyjeżdża z nami z New Jersey do Oxford,a potem to jeszcze nie wiem.-ziewnąłem głośno przypominając sobie,o co miałem ją zapytać.-A kiedy ty mnie odwiedzisz?
 Odetchnęła ciężko.To chyba nie oznacza „Niedługo”.
-Przecież wiesz,że pracuję teraz na planie do filmu.Nie mam nawet czasu na zjedzenie śniadania!
-Wiem,po prostu za tobą tęsknię.-uśmiechnąłem się do słuchawki wyobrażając sobie,że leży obok mnie i patrzy mi prosto w oczy,jej blond włosy układają się luźno na ramieniu i prześcieradle…Bardzo mi jej brakuje.W końcu to moja narzeczona!
-Też mi cię brakuje,ale taka praca.-powiedziała ze śmiechem.-Zadzwonię jutro,jestem wykończona.
-W porządku.Cześć.
-Pa!-Alexa się rozłączyła i znów zostałem sam.”Dźwięki” pochodzące z pokoju Jamesa już ustały,więc w moim pokoju było kompletnie cicho.Za cicho.Nagle zaczęło brakować mi tego stałego zamieszania na planie serialu,mojego psa i Alexy…Czegokolwiek,co mam w Los Angeles!Jeszcze tylko trzy tygodnie i wrócę do swojego ukochanego domu.Dam radę!

czwartek, 26 września 2013

GTA V mnie zjadło...

 Wybaczcie,że rozdziały nie przychodzą teraz tak często,ale wiecie jak to jest.Gimbazjum to już nie przelewki ;) Prace domowe,kartkówki i...GTA.Mój brat miał ostatnio imieniny i od tego czasu boje nie opuszczamy salonu :D
 Nowy rozdział już niebawem,obiecuję!

Procentowa



A tu takie zdjęcie :P




Włosy Logana *.*

niedziela, 15 września 2013

"Mówiłam?"

Już jest!Kolejny rozdział!Miał być wczoraj,ale cały dzień spędziłam w stajni a potem na zakupach i jakoś tak wyszło...Co wy na to,bym stworzyła dział "bohaterowie"?Czy to nie będzie głupie?
PS:postanowiłam uśywać głównie gifów z "pamiętniki wampirów",ale wygląd postaci w nich zawartych nie ma nic wspólnego z bohaterami z opowiadania. :P
Zapraszam do lektury!


 *Logan*

                                              

No cóż,miewałem większego kaca.Choć głowa boli jak nie wiem…
-Carlos,wstawaj.-Razem z Jamesem staliśmy próbując zrzucić Latynosa z łóżka.
 Próbowałam coś powiedzieć,jednak spał z twarzą w poduszce i nic nie zrozumieliśmy.
-Rusz tyłek!-James złapał za rogi prześcieradła i poderwał go do góry razem z Carlosem i resztą pościeli.
-Idiota!-zawołał wściekły chłopak łapiąc się za głowę.
-Ale się schlałeś!-podsumował brunet obok mnie.
-Musiałem przynieść go do hotelu,choć sam ledwo stałem.-powiedziałem chowając twarz w dłoniach.Kac dalej nie przechodził.
-Jestem ci wdzięczny-Carlos spojrzał na mnie jednym okiem.-ale może byś się ubrał?
 Obaj spojrzeli się na mnie.Chyba przez to,że zostałem wyrzucony z łóżka podobnie jak Carlos,zapomniałem się ubrać…Ups.
 Stałem przed nimi w samej bieliźnie starając się zakryć poduszką.
-Idę się ubrać…-uciekłem czym prędzej do swojego pokoju i doprowadziłem się do ładu.
 Chwyciłem komórkę,klucze do motoru,kartę hotelową i skierowałem się do wyjścia.
-Gdzie idziesz?-usłyszałem za sobą głos Kendalla.
 Odwróciłem się zniechęcony.
-Na miasto.A co?-powiedziałem szorstko.Ponownie ruszyłem przed siebie,gdy ten znowu się odezwał.
-Logan,przestań obrażać się jak małe dziecko i przyjmij moje przeprosiny!-zawołał.
-Ja się zachowuje jak dziecko?!To ty zachowujesz się jakbyś był najważniejszy!
-Wiem i dlatego chcę przeprosić ciebie,Carlosa i Jamesa!-gdy zdał sobie sprawę,że cały czas krzyczał,uspokoił się.Zza drzwi pokoju wyłonił się brunet i Latynos.
-Za to,że byłem taki dupkiem i w ogóle.Czuje się głupio,ale wy nie chcecie mnie nawet słuchać…-dokończył z miną zbitego psa.
 Westchnąłem zastanawiając się.W końcu zrozumiał,że jest idiotą i powinien zmądrzeć.W sumie,ja też nie zachowywałem się najlepiej…
-W porządku.-uśmiechnąłem się lekko widząc,jak poprawia mu się humor.
-Tak!Dzięki…-zawołał przybijając ze mną piątkę.
-No dobra,teraz muszę iść.Na razie!-powiedziałem wchodząc do windy.Kendall pomachał mi z uśmiechem.
 W końcu atmosfera się rozluźniła.Jadę do Pam,pogodziłem się z Kendallem…Wszystko się układa.To może być udany dzień.
                                                        ***********************
-Logan?-usłyszałem głos Pam z salonu.
-Hej.-powiedziałem z uśmiechem gdy ją zobaczyłem.Piękna jak zawsze.
 Odpowiedziała mi tym samym poprawiając się na ciemnej kanapie.
-Lepiej się czujesz?
-O wiele lepiej!-zawołała wstając i rozciągając plecy,co dało mi okazję do szybkiego przeglądu jej ubioru.Ciemne dżinsy,T-shirt no i ten przyjemny w dotyku,szary sweter…Włosy miała spięte w kok.
-Widać.-powiedziałem podając jej jeden kubek z kawą.Spojrzała na mnie zdziwiona przyjmując podarunek.
-Dzięki!A za co to?
-Wpadłem po drodze do kawiarni…No i mam kaca.-zaśmiała się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
-Daj mi chwilę,przebiorę się i możemy gdzieś wyjść.-powiedziała upijając łyk kawy i ulatniając się z przytulnego salonu.
 Usiadłem na ciemnej kanapie wyczekując Pam,gdy przypomniałem sobie wczorajsze wydarzenia. Spędziliśmy razem cały dzień właśnie na tej sofie,właśnie w tym salonie.Znów poczułem to ciepło jej ciała,zapach jej włosów…pachniały lilią.Choć te wszystkie wspomnienia są wspaniałe,najcudowniejszą chwilą z tego dnia był wieczór.Zasnęła w moich objęciach i nie chciała puścić…
 Po kilkunastu minutach pojawiła się Pam w dżinsowych szortach,T-shircie z nadrukiem zespołu Queen i najzwyklejszych tenisówkach.Wyglądała tak…uroczo.Za duża koszulka dosięgała jej do połowy ud,więc spodenki pokazywały się tylko,gdy podnosiła ręce do góry,a czerwone tenisówki doskonale uzupełniały ten strój.
-Jestem gotowa!No i jak?-zawołała wykonując obrót.Przyjżałem się jej wstając z kanapy.Widok jej zgrabnych nóg przyprawiał mnie o dreszcze.
-Świetnie!Gdzie chcesz się wybrać?-zapytałem zdejmując swoją kurtkę z oparcia krzesła i zarzucając ją na ramię.
  Chcąc upić łyk swojej kawy,przyłożyłem kubek do swoich ust.Gdy to zrobiłem,pokrywka odczepiła się i cały gorący napój wylał się prosto na mnie.
-Kurrr…!-powstrzymałem się przed krzykiem bólu który przeszył moje ciało.
 Pam natychmiast udała się do kuchni by wrócić po chwili z wilgotną szmatką i zacząć mnie wycierać.
-Wiesz,sam sobie poradzę…-powiedziałem z uśmiechem daremnie próbując ją od siebie odsunąć.Spojrzała na mnie i westchnęła dwuznacznie.
-To nic nie da.Musisz mi ją dać.-wyciągnęła rękę czekając aż oddam jej moją część garderoby.
-Ale…teraz?
-Na pewno nie jutro.Nie marudź,tylko mi ją daj!
 Dobra,co mi tam.Szybko ściągnąłem z siebie koszulkę jednym ruchem ręki i oddałem Pam,która skierowała się do łazienki.
-Może byś się wytarł?-zawołała przez drzwi.
 Racja,odrobinę to piecze.Chwyciłem ścierkę którą wcześniej próbowała mnie wysuszyć i zacząłem się wycierać.
 Przewędrowałem korytarzem w stronę łazienki by jej pomóc,gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.Obróciłem się za siebie by zobaczyć dwie zupełnie nie znane mi osoby.
-Pam,przyszłyśmy w odwiedziny!-zawołała starsza kobieta.Gdy tylko mnie ujrzała,stanęła jak wryta,ja zresztą też.
 Wpatrywaliśmy się w siebie zaskoczonym wzrokiem,natomiast młodsza dziewczyna nie przestawała mówić:
-Mamo,mówię ci,że coś z tego wyjdzie.Pam kompletnie leci na Logana,jeszcze będą razem…-gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się tryumfalnie.-Mówiłam?
 Słabo to wygląda. Stoję w domu córki tej kobiety,sam,bez koszulki.Czy ten dzień może być jeszcze ciekawszy?
-Em…Dzień dobry.Wiem jak to wygląda,ale…-chciałem wyjaśnić,choć język kompletnie mi się plątał.Miałem ochotę poznać rodzinę Pam,ale nie w takich okolicznościach…
-Hej,a co wy tu robicie?-spojrzała na swoich gości i podała mi czystą koszulkę.-Jest już czysta,choć odrobinę wilgotna.-powiedziała z uśmiechem.
-Dzięki.-odpowiedziałem jej tym samym szybko zakładając brakujący element garderoby.Z pewnością będę czuł się nieco pewniej w pełnym ubraniu.
-Przyszłam pomóc ci w domu,ale widzę,żę już ktoś ci towarzyszy…-matka Pam spojrzała tajemniczo najpierw na nią,potem na mnie.
-Ja…Ja chyba już pójdę.-zacząłem wycofywać się w stronę wyjścia.Muszę jak najszybciej się stąd ulotnić!
-Nie!Zostań,przecież nikomu nie przeszkadzasz.-Pam przyciągnęła mnie za ramię z powrotem do siebie i to dosyć blisko.Robi się niezręczna atmosfera…
-Mamo,chodź do kuchni na chwilę!-powiedziała ulatniając się z korytarza.Zanim zniknęły z pola widzenia,dziewczyna odwróciła się jeszcze na chwilę w moją stronę mówiąc bezgłośnie „przepraszam”.
 Odpowiedziałem jej uśmiechem spoglądając na trzecią osobę stojącą obok mnie.
-Podoba ci się,co nie?-powiedziała,gdy zostaliśmy sami.
-Co?Pff,nie!-zaprzeczyłem dziwnym głosem.Matko,muszę poćwiczyć kłamanie…
-Na pewno…-powiedziała kierując się do salonu.
 Skądś kojarzę ten jej glos…Czy ona nie była z Pam na koncercie?
-Maya,tak?-zapytałem siadając obok niej na kanapie.
-Zgadza się.Mam do ciebie sprawę…-zaczęła krzyżując nogi.-Mógłbyś umówić mnie z Jamesem?
-Co?-myślałem,że to żart,ale ona wcale na wyglądała na taką,co żartuje.
-No wiesz,taka randka.To problem?
 Starałem się odpowiedzieć,ale krztusiłem się własnym śmiechem.Gdy w końcu się uspokoiłem,próbowałem jakoś to wyjaśnić.
-Wiesz,on ma dziewczynę.Po za tym,myślę,że on nie ma ochoty się spotykać…-powiedziałem przecierajać oczy z łez śmiechu.
-Oh,daj spokój,ona o niczym się nie dowie!Taki wypad na jedną noc…Ja mówię poważnie!-dokończyła ciszej a ja wciąż się śmiałem.
-Po moim trupie!-odezwała się Pam która opierała się o framugę drzwi i zapewne słyszała przynajmniej połowę rozmowy.
 Siostra posłała jej mordercze spojrzenie i ulotniła się z pokoju.Wstałem z kanapy i podszedłem do uśmiechniętej brunetki.
-Wyjaśniłaś wszystko swojej mamie?-zapytałem spoglądając jej w piękne,zielone oczy.
-Tak,ale przygotuj się na małe przesłuchanie,chce wiedzieć o tobie wszystko!-oboje udaliśmy się do kuchni,gdzie mama Pam razem z Mayą przygotowywała jakieś jedzenie.
 Spędziliśmy godzinę na krzątaniu się po kuchni i dość interesującej rozmowie.Już po kilku minutach poczułem się swobodniej,dzięki czemu „przesłuchanie” było zwykłą pogawędką.Pani Nevana okazuje się cudowną kobietą,wyluzowaną i zabawną.Już nie wspominając o tym,jak ona gotuje!W życiu nie jadłem lepszej Lazanii!


*Pam*


Siedzieliśmy przy stole wesoło żartując i rozmawiając,gdy odezwał się dzwonek telefonu Logana.
-Przepraszam,musze to odebrać.-powiedział wychodząc z kuchni.
 Gdy tylko zniknął z naszego pola widzenia,mama powiedziała cicho:
-Fajny jest…
 Uciszyłam jej ze śmiechem i zaczęłyśmy nasłuchiwanie.
-Hej,co tam?-usłyszałyśmy jego głos.-Co?Stary,przepraszam.Zapomniałem…
 Rzuciłam im krótkie spojrzenie i wyszłam z kuchni za Loganem,który właśnie kończył rozmowę.
-Co jest?-powiedziałam smutno z obawy,że zaraz będzie musiał wyjść.
-Dzwonił Kendall.Wkurzył się,bo kompletnie zapomniałem o naszej próbie z Victorią…Powinienem jak najszybciej tam pojechać.-sprawnie przeszedł do kuchni.-Przepraszam,ale muszę już iść.Miło było poznać.-podał rękę mojej mamie i uściskał Mayę.
 Odprowadziłam go do drzwi i patrzyłam jak zakłada buty.
-Dzięki,że przyszedłeś.-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
-Miło było poznać twoją mamę.Zadzwonię,gdy będę miał wolną chwilę.-uśmiechnął się uroczo i szybko pocałował mnie w policzek.-Do zobaczenia!
-Cześć…-powiedziałam patrząc,jak wsiada na motor i odjeżdża.
 Ten pocałunek…Ah,ten pocałunek.Inaczej tego nie nazwę,w końcu to był tylko całus w policzek.Ale jaki!
 Powoli udałam się w stronę kuchni,gdy po drodze zobaczyłam Mayę i mamę nasłuchujące obok drzwi.
-Czy wy podsłuchiwałyście?-zapytałam wysokim głosem.
-Hej!Ty też to robiłaś!-broniła się mama.
-Ten całus był przesłodki!-Maya nie kryła entuzjazmu i niemalże wystrzeliła z miejsca.
-Jesteście okropne…-podsumowałam starając się powstrzymać krew napływającą do moich policzków.
-„Zadzwonię,gdy będę miał wolna chwilę…”-udawała moja siostra przybierając męską postawę.
-Gdy przyprowadzisz pierwszego chłopaka do domu,zrobię ci takie piekło,że popamiętasz!-zawołałam łapiąc ja za ramiona i wypychając z kuchni.Obie śmiałyśmy się przez chwilę,gdy odezwała się mama:
-To miły chłopak.Oby tego nie zepsuł,bo ukręcę mu kark!-powiedziała wkładając naczynia do zmywarki.
-Dobrze,że nie zrobiłyście mi obciachu,chodź ten dzień inaczej sobie zaplanowałam.-podeszłam i przytuliłam się do niej mocno.-Moja droga matko!
-Wiesz,że nienawidzę tego słowa…
-Ale którego?”Moja”?-przedrzeźniałam się z nią podając jej naczynia.Maya w między czasie bawiła się moim telefonem.
-Co ty robisz?-stanęłam nad nią patrząc w ekran mojej komórki.Przecież ona przegląda moje sms’y!-Ej!
 Wyrwałam jej telefon z ręki chowając go do kieszeni.
-„Więc nie będę przeszkadzał,dobranoc…”-powiedziała składając usta w dziubek i cmokając,co zawsze mnie wkurzało.
-Cicho bądź!-krzyknęłam uderzając ją w ramię.
 Jak już coś znajdzie,to się uczepi i nie da sobie spokoju.Teraz będzie chodzić po moim domu i szukać jakichś „poszlak”,dzięki którym mogłaby mnie trochę poszantarzować.Zakładam,że jeśli znalazłaby zużytego kondoma to napisałaby książkę „O niesamowitych przeżyciach prywatnych mojej siostry”.Taka już jest,niestety.
-Gadaj sobie co chcesz,ja wiem,że ty po prostu zazdrościsz.-posłałam jej złośliwy uśmiech starając się bronić przed atakiem małej furii.-Chciałabyś w końcu dostać sms od chłopaka!
-Dostawałam ich wiele!-zaczerwieniła się ze złości kopiąc mnie w łydkę i to boleśnie.Już nie jest wobec mnie tak bezradna jak sześć lat temu.
-Wiadomości od kuzyna się nie liczą!-doprowadziłam ją do ogromnego gniewu który przerodził się w tępą furię.Do akcji wkroczyła mama.
-Ej,uspokójcie się!-Maya na te słowa usiadła cicho na krześle.
-No,właśnie!-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
-Do ciebie też mówiłam!
 Odpowiedziała mi tak groźnie,że jednak postanowiłam zająć miejsce przy stole i już nie mówić na ten temat.Nie ważne,że mam dwadzieścia trzy lata,pod jej głosem każdy się ugnie!
                                                                
                                                                ******************

No i jak?Podoba się?Teraz wiele się zmieni w życiu Logana i Pam,mam nadzieję że jesteście zainteresowani ich dalszymi losami... ;)

poniedziałek, 9 września 2013

"Zanieś mnie!"

Co tam?Tak sobie czytam to swoje opowiadanie i skacze ze szczęścia,że napisałam już tak dużo :P
 Jeśli prowadzicie swoje blogi,dawajcie do nich linki!Z opowiadaniami,o modzie itp.Chętnie je poczytam,zareklamuję... :)

Link:

http://moja-przygoda-z-btr.blogspot.com


*Pam*


 Rozchorowałam się.Grypa.Leżę w łóżku od dwóch dni i nic nie robię.Nie po to rzucałam pracę,by siedzieć w domu!Nie rozmawiałam z Loganem od ostatniego spotkania,trochę za tym tęsknie…Niby dzwonił od mnie przedwczoraj,ale przez to,że jestem uwięziona w domu nie mogę się z nim spotkać.Zaraz dostanę szału!
  Leżałam na kanapie szczelnie przykryta kocem oglądając telewizję,gdy usłyszałam dzwonienie telefonu.Logan.
-Hej…-powiedziałam przez zatkany nos.
-Cześć!Co u ciebie?Jakoś ostatnio nie rozmawialiśmy…
-Mówiąc „ostatnio” masz na myśli te okropne dwa dni?-zapytałam pociągając nosem.
-Dla mnie okropne.Tęskniłem za tobą!
 Zaczerwieniłam się.Na dodatek powiedział to tak zabawnie,że nie mogłam powstrzymać się przed śmiechem.
-Masz ochotę się spotkać?
-Mam,ale nie mogę.Jestem chora…-właśnie w tym momencie dwukrotnie kichnęłam.
 Ze słuchawki usłyszałam krótki śmiech.
-Mógłbyś wpaść do mnie…-zażartowałam za późno gryząc się w język.No to palnęłam.
-Jeśli leżysz w łóżku,nie mam zamiaru ci przeszkadzać.-powiedział zrezygnowany.
 Wtedy zdałam sobie sprawę,że tak naprawdę chce go zobaczyć.Czemu nie?
-Mógłbyś poleżeć ze mną.-zaproponowałam z uśmiechem.Dźwięk jego głosu od razu poprawił mi humor.
 Zaśmiał się krótko i odpowiedział:
-W takim razie będę za godzinę.
-Świetnie.Do zobaczenia!-zaczęłam okręcać kosmyk włosów wokół palca.
-Cześć!
 Spojrzałam na ekran telefonu.Od razu poczułam się lepiej!Już nie boli mnie głowa…
 Omiotłam wzrokiem pokój wyglądający potwornie.Wszędzie walają się zużyte chusteczki do nosa,na kanapie leży z dziesięć koców,na stoliku stoi kilka kubków z herbatą,podłoga usiana jest opakowaniami po lekach. Musze tu trochę ogarnąć.
 Powoli zrzuciłam z siebie warstwę kocy i zwlokłam się z kanapy.Pociągając nosem ruszyłam do łazienki.Umyłam się,rozczesałam włosy;udało mi się doprowadzić swoją twarz do stanu sprzed dwóch dni (jako tako).
 Pora na zrobienie porządku.Zebrałam wszystkie chusteczki i kubki,ułożyłam koce w kostkę i wyrzuciłam opakowania po lekach.Wyszstko zaczyna wyglądać coraz lepiej.
 Uwinęłam się z robotą jeszcze przed południem,więc ponownie przykryłam się kocem zasiadając przed telewizorem.Nie minęło kilka minut,a usłyszałam dzwonek.
-Jest tu ktoś?-Logan po krótkiej chwili sam otworzył drzwi.
-W salonie!-zawołałam nie zmieniając pozycji.
 Chłopak nieśmiało przekroczył próg pokoju.
-Hej.
 Uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam miejsce na kanapie.
-Siadaj.
 Poprawił swoją granatową koszulkę i ruszył w moją stronę.Po chwili oboje siedzieliśmy przed telewizorem oglądając jakieś głupie seriale.
-Niestety,będziesz się nudził.Nie mogę robić nic innego poza siedzeniem tu i spaniem.-powiedziałam lekko pociągając nosem.
-Wystarczy mi pobyt tutaj.A tak w ogóle:jak się czujesz?-uśmiechnął się kładąc rękę na oparciu kanapy.Takie „niby” przyciąganie mnie do siebie.Nie sprzeciwiałam się,jedynie lekko oparłam swoje ciało o jego tors.Był tak przyjemnie ciepły,dreszcze przeszły mi momentalnie.
-Coraz lepiej.Dzięki,że ze mną posiedzisz.-powiedziałam chowając usta w dłoniach by ziewnąć.
 Siedzieliśmy tak naśmiewając się z głupich programów telewizyjnych i głośno wyrażając swoje opinie na ich temat.Skakaliśmy po kanałach muzycznych,parę razy natrafiliśmy na piosenkę Big Time Rush,przy której oboje przyśpiewywaliśmy.Dostaliśmy głupawki gdy oglądaliśmy South Park na Comedy Central.Fajnie było.
 W międzyczasie Logan zrobił sobie kawę,przyniósł mi leki i szybko wyskoczył po jakiś obiad.Zajął się wszystkim.To było niezmiernie miłe,zwłaszcza,że został ze mną do wieczora.
 Natrafiliśmy na jakiś film katastroficzny o roślinach atakujących ludzi czy coś takiego.Byłam już cholernie śpiąca,siłą pilnowałam się by nie zasnąć.W końcu jednak dopadła mnie senność.Oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam.
-Pam?-usłyszałam cichy głos.Przekręciłam głowę chowając twarz w czymś przyjemnym w dotyku.Powoli otworzyłam oczy.Czy każdy facet ma w posiadaniu tak miękkie koszulki?
-Muszę iść…-powiedział kładąc mi dłoń na plecach.
-Nie…zostań.Przy tobie czuje się lepiej.-ziewnęłam wciąż nie pokazując twarzy.
 Zaśmiał się krótko.
-Chciałbym,ale James nie dałby mi spokoju.Jutro muszę wcześnie wstać.-zaczął powoli wyzwalać się z mojego uścisku.
-To śpij tu.-zaczęłam rozpaczliwie szukać sposobu,by został ze mną dłużej.-Proszę…
-Możemy umówić się,że przyjdę jutro z samego rana.
 Chwilę pomyślałam i w końcu lekko odsunęłam się od jego ciała.
-Zanieś mnie.-wystawiłam ręce z uśmiechem.Nie sądziła,że naprawdę mnie podniesie.Przeszedł do sypialni i delikatnie ułożył mnie na łóżku.Oczywiście w międzyczasie zdążyłam zasnąć.
 Zaczął powoli wycofywać się z pokoju,gdy odzyskałam przytomność jeszcze na chwilę.
-Dziękuję.-szepnęłam otulając się kołdrą.
-Nie ma za co.-usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi i oddalające się kroki.
 Śniłam o dzisiejszym dniu,ponownie przeżywając te niezapomniane chwile.


*Logan*


-Jestem idiotą!-krzyknąłem kopiąc moją deskę leżącą na ziemi.
-Ej!-Carlos złapał mój obiekt wyładowania złości i delikatnie wziął go do ręki.-Możesz tłuc wazony,ale deskorolkę zostaw!
 Posłałem mu głupi uśmiech i opadłem na ławkę.
-Miałem taką okazję…
-To nie była żadna okazja.Jest chora.Pomyśl:cieszyłbyś się z pocałunku z kimś zaraźliwie chorym?Pomijając fakt,że zapewne i tak się rozchorujesz.
-Gówno mnie to obchodzi!Byłem tak blisko niej…I nic nie zrobiłem!
-Zrobiłeś bardzo dużo.-zaczął dziwnie drapiąc się po brodzie.-Bardzo się do siebie zbliżyliście,prawda?Praktycznie cały dzień była do ciebie przytulona.Następnie zasnęła w twoich objęciach,na dodatek zaniosłeś ją do łóżka.Powiedz teraz,że jej się nie podobasz!
 Przez chwilę siedziałem w ciszy zastanawiając się nad tym,co powiedział.Na myśl o tych wspomnieniach uśmiechnąłem się lekko.Może jednak nie dałem plamy?
-No nie wiem…-westchnąłem przecierając oczy ze zmęczenia.Wpatrywanie się w ekran pół dnia wbrew pozorom może męczyć.
-Pomyśl.Skoro sama zaproponowała ci odwiedzenie jej w domu podczas choroby,to znaczy,że ci ufa i czuje się z tobą bezpiecznie.Już nie długo wszystko się rozwinie…
-Carlos,to jest naprawdę dziwne.-powiedziałem patrząc na niego.
-Co?
-Cały czas chodzę do ciebie po porady.Najlepsze jest to,że dobrze doradzasz!-zawołałem ze śmiechem.
-Staram się jak mogę.-powiedział wykonując zabawny gest brwiami.
 Zaśmialiśmy się obaj,po czym wstałem z ławki w parku.
-Obiecałem jej,że jutro też ją odwiedzę.Mógłbym cię o coś prosić?-zapytałem lekko zakłopotany.
 Carlos spojrzał na mnie pytająco.
-Nie chce,żeby ktoś mnie widział.James wypominałby mi to do końca życia…
 Uśmiechnął się i klepnął mnie w ramię.
-Nie ma sprawy.Jedziemy na molo?
-Jasne.
 Jechaliśmy przez miastowe chodniki i ulice przy okazji szukając najlepszych miejsc do ćwiczenia trików.Gdy po godzinie znaleźliśmy się na molo,dochodziła dwudziesta trzecia.
-Patrz,tam jest skate park!-pokazałem na ogrodzony teren wypełniony najróżniejszymi rampami.-Przetestujmy go!
 Badaliśmy nowy obiekt bawiąc się w najlepsze.Gdy w końcu nam się znudziło,dochodziła północ.
-To miasto tętni życiem bez przerwy!-zawołał Carlos upijając łyk swojego piwa.
-Widzisz tamtą barierkę?-wskazałem na płot oddzielający molo od oceanu.-Właśnie tam staliśmy obserwując zachód słońca!-staraliśmy się przekrzyczeć hałas z wesołego miasteczka stojącego tuż za nami.
 Latynos chwilę śmiał się z byle czego i oparł się o mój ramię.
-Stary…czy my przypadkiem trochę nie wypiliśmy?-powiedział dziwnym głosem.
-Troszeczkę…-po chwili obaj cieszyliśmy się jak idioci z wszystkiego co nas otaczało.
 Wypiłem jedno piwo mniej od Carlosa,więc ja jeszcze nie traciłem równowagi przy chodzeniu.Ale obaj wciąż nie przestawaliśmy się cieszyć.W końcu trafiliśmy do hotelu.
-Carlos…Właź tam.-otworzyłem drzwi od jego pokoju i wepchnąłem go do środka.Chłopak jeszcze odwrócił się w moją stronę.
-Było zajebiście!-powiedział i upadł na swoje łóżko kompletnie odpływając.
 Oparłem się o ścianę i schowałem twarz w dłoniach.Chce już iść spać.Przeczołgałem się przez korytarz aż natrafiłem na mój pokój.Wpadłem do środka,zdjąłem koszulkę,odlałem się w łazience i po prostu padłem.

                                                   

piątek, 6 września 2013

"Ale co jakiś czas trzeba go podręczyć!"

*Carlos*


Przemierzałem korytarz w hotelu w poszukiwaniu mojego pokoju.Na swojej drodze spotkałem Kendalla.
-Cześć!-zawołał do mnie z uśmiechem.
-Cześć…-powiedziałem mniej entuzjastycznie.Nie można przy nim mówić nic,co go może urazić.Problem w tym,że jego wszystko może urazić.
 Ku mojemu zdziwieniu,uśmiech wciąż nie wrócił mu z twarzy.
-Robisz coś wieczorem?-zapytał.
-Wybieram się na miasto z Jamesem i Loganem.-gdy to usłyszał,spuścił wzrok na ziemię.
-Oh,z Loganem…-powiedział zrezygnowany.
-Kendall,po prostu się z nim pogódź.-zacząłem zatrzymując się przed drzwiami mojego pokoju.
-Chciałbym,ale nie mogę.Kiedy tylko go widzę,on odwraca się i odchodzi.Cały czas próbuję zapukać do jego drzwi i z nim pogadać,ale coś mnie powstrzymuje.
-Nie obraź się,ale ostatnio zachowujesz się jak dupek,nie dziwie się,że nie chce z tobą gadać.
 Odetchnął zmartwiony i podrapał się po głowie.
-Wiem,dopiero wczoraj zdałem sobie sprawę.Jeśli ostatnio jakoś cię obraziłem,to przepraszam…
 Uśmiechnąłem się lekko.
-Na szczęście,ja ci nie wchodziłem w drogę.
 Odpowiedział mi tym samym i odszedł w stronę swojego pokoju.
 -Dzięki za dobrą radę.-powiedział znikając za drzwiami.
 Pokręciłem głową z uśmiechem i przekręciłem klamkę.
 Cieszę się,że Kendall sam zrozumiał błędy w swoim zachowaniu.Czasami na serio trudno było z nim wytrzymać…
 Ledwo usiadłem na fotelu,a do pokoju wpadł Logan.
-Cześć!-zawołał do mnie rozwalając się na łóżku.
-Hej…-powiedziałem z tajemniczym uśmiechem.-Co dziś robiłeś po sesji nagraniowej.
 Uśmiechnął się szeroko przecierając oczy.Już widać,o co chodzi…
-To jest TA dziewczyna?-zapytałem.
 Poderwał głowę do góry.
-Co masz na myśli mówiąc „TA” dziewczyna?
-Ta,z którą spotkałeś się wczoraj.-wyjaśniłem ze śmiechem.
 Odetchnął głośno wpatrując się w sufit.
-Ona jest wspaniała.Piękna,inteligętna,zabawna,piękna,urocza…no i piękna.-mówiąc to,cały czas się uśmiechał.Chyba naprawdę ją lubi…
-Dziś odwiozłem ją do domu,no i…-zaczął przytulając poduszkę.
-No i co?
-Pocałowała mnie!W policzek!-dotknął prawej strony swojej twarzy i ponownie westchnął.
-Człowieku,to tylko pocałunek w policzek…
 Spojrzał na mnie poważnie.
-Ale za to jaki!Miała takie ciepłe usta…Powstrzymywałem się przed odwróceniem twarzy i pocałowaniem jej prosto w usta!
 Zaśmiałem się z jego zachowania,choć muszę przyznać mu rację.Gdy pierwszy raz spotkałem Alexę,tez dostałem takiego świra.
-Co ja mam robić?Nigdy się tak nie czułem!-zapytał patrząc na mnie z nadzieją.
Chwilę pomyślałem,aż w końcu zacząłem mówić:
-Po prostu spotykaj się z nią jak najczęściej.Poznaj ją,opowiadaj też o sobie.Dzwoń,ale nie bądź nachalny.Gdy wyczujesz odpowiedni moment,wszystko pójdzie samo.
 Leżał przez chwilę w ciszy.W końcu usiadł na brzegu łóżka i powiedział:
-Łał,dzięki Carlos.Ty to zawsze wiesz,co powiedzieć.
-Służę dobrą radą.-zaśmiałem się i przybiliśmy piątkę.
-Mój osobisty terapeuta.-zaśmiał się idąc w stronę drzwi.-Jeszcze dziś do niej zadzwonię!
 Machnąłem ręką w jego stronę i złapałem za telefon.Po tym wszystkim sam zapragnąłem zadzwonić do Alexy.
 Ledwo wykręciłem jej numer,gdy do pokoju tym razem wpadł James.
-Stary,musisz m pomóc!
-Puka się…-powiedziałem chowając komórkę do kieszeni.
-Tęsknię za Foxem!-zawołał zajmując to samo miejsce,które przed chwilą zajmował Logan.
-Więc powiedz mi więcej o swoim problemie.-powiedziałem rozsiadając się ponownie na fotelu.Rola terapeuty przypadła mi do gustu.
-Byłem w pokoju.Podniosłem telefon by sprawdzić godzinę i na tapecie zobaczyłem mojego psiaka.Strasznie za nim zatęskniłem!
-Rozumiem…-powiedziałem niskim głosem drapiąc się po brodzie.-Rozwiązanie problemu jest łatwe.Ja również tęsknię za Sydney,więc postanowiłem porozmawiać z Alexą przez Skypa.zobaczyłem mojego psa i przy okazji pogadałem z dziewczyną.Moja diagnoza jest prosta-zadzwoń do Philipa.
-Myślisz,że mój brat pokaże mi Foxa?
-Mhm.
-Dobry pomysł…Dzięki!-poderwał się do góry z uśmiechem na twarzy.
-Polecam się na przyszłość.-stwierdziłem spokojnym tonem.
-Co ty robisz?
-Pełnię rolę terapeuty.-powiedziałem już normalnym głosem.-Nie zauważyłeś?
-Jesteś całkiem dobry.-zaśmiał się i wyszedł z pokoju.
 W końcu chwila spokoju!Ponownie złapałem za komórkę.Wybrałem numer mojej dziewczyny,usłyszałem pierwszy sygnał,gdy zza drzwi dobiegł mnie krzyk:
-Carlos!Potrzebuję pomocy!
 Praca terapeuty nie jest łatwa…


*James*


-Hej!-powiedziałem do kamerki gdy połączyłem się z Philipem.-Co tam?
-Mnie się pytasz?To ty jesteś  w trasie po USA!
 Zaśmiałem się szczerze na te słowa.
-Nic wielkiego się nie dzieje.Tylko dajemy koncerty na które przychodzą tysiące fanów…Normalka.-uśmiechnął się do mnie drapiąc się po głowie.Nagle odwrócił się do mnie plecami.
-Fox,chodź tu!-zawołał biorąc psa na ręce.Gdy go zobaczyłem,zacząłem mówić jak jakiś popapraniec.
-Fox!Chodź do tatusia!Mój mały pieszczoszek…Ale ty urosłeś!
 Philip śmiał się ze mną drapiąc szczeniaka po brzuchu.Zwierzak przekręcał się na jego kolanach merdając ogonem ze szczęścia.Jak ja bym chciał go teraz przytulić…
 Brat złapał Foxa za przednie łapy i zabawnie wymachiwał nim w moją stronę.
-Cześć,James!Tęsknię za tobą!Na szczęście opiekuje się mną twój najlepszy i najmądrzejszy brat na świecie!-mówił wysokim głosem.
-Foxik!Jak ja za tobą też tęsknię…-uśmiechnąłem się odmachując mojemu psu(trochę dziwnie to zabrzmiało).
 Philip w końcu odłożył psa na ziemię i pozwolił mu odejść.
-Dzwoniłeś dziś do Grace?
-Jeszcze nie.Za nią też się stęskniłem…-powiedziałem ciszej.Głupio mi,że zapomniałem zadzwonić do dziewczyny.Zrobię to jak skończę rozmawiać z Philipem.
-W takim razie to zrób.Nie będę ci przeszkadzał.
-Dziękuję,panie!-wykonałem wdzięczny ukłon i pomachałem mu „na do widzenia”.Odmachał mi i się rozłączył.
 Szybko odłożyłem tableta i złapałem za telefon.Wykręciłem i już po drugim sygnale usłyszałem znajomy głos.
-Cześć kocie.-powiedziała leniwie.
-Hej…-mruknąłem zalotnie.-Co u ciebie?
-Nic ciekawego.A jak wasz ostatni koncert?
 Położyłem się na łóżku i odpowiedziałem:
-Świetnie.Logan znalazł sobie jakąś dziewczynę…
-Na koncercie?
-Chyba tak,wypatrzył ją z tłumu.Miłość od pierwszego wejrzenia…-powiedziałem żartobliwie.
-Wariat.
-A jak się zabawnie wkurza gdy zaczynam o tym mówić…
-James…-zaczęła dziwnym głosem.-nie bądź zbyt złośliwy.Wiesz,jaki on jest w sprawach miłosnych.Pewnego razu po prostu oberwiesz.
 Od Logana?Chyba sobie żartuje…
-Obiecaj!-kontynuowała.
-Obiecuję…Ale co jakiś czas trzeba go podręczyć.-zaśmiałem się złośliwie.
-Muszę już kończyć,wzywają mnie.
-Będę tęsknić!-powiedziałem z uśmiechem.
-Ja też…Pa!-rozłączyła się.
 Spojrzałem na komórkę ciężko wzdychając.Chciałbym w końcu ją zobaczyć…