Muzyka

wtorek, 27 sierpnia 2013

"Mam rand...spotkanie!"

 Powoli otworzyłam oczy.Promienie światła wpadały do pokoju przez okno i świeciły prosto na mnie.Która godzina?Wpół do dziewiątej.Zaraz…Czy to co robiłam wczoraj,działo się na prawdę?
 Chwyciłam telefon z szafki i sprawdziłam historię rozmów.
Numer 607 425 901 godzina 22.45
 A więc to nie sen.Uśmiechnęłam się sama do siebie i znowu upadłam na poduszkę.Niemożliwe…
-O tak!Mam dziś „spotkanie”!-krzyczałam bez sensu wymachując rękami i zrzucając kołdrę na podłogę.Dawno nie byłam jeszcze tak szczęśliwa z powodu rand…spotkania.
 Zerwałam się czym prędzej z łóżka i zabrałam za robienie śniadania.Jakaś tam kanapka i płatki śniadaniowe.Wzięłam to wszystko i rozsiadłam się przed telewizorkiem przy stole w kuchni.wcinałam jak szalona,chyba zapomniałam wczoraj o obiedzie.O kolacji raczej też.
 Pięć po dziewiątej.Pora się pozbierać.Jak na skrzydłach popędziłam do sypialni i doprowadziłam ją do stanu wczorajszego,bo teraz wyglądała delikatnie mówiąc „niechlujnie”…
  Chwyciłam telefon i ruszyłam do łazienki.Długi prysznic i ogólne odświeżenie się dobrze mi zrobi.Siedziałam pod prysznicem czterdzieści minut myjąc się jak najwolniej mogłam.Jest to dla mnie czymś w rodzaju małego,codziennego rytułału.Uwielbiam wygrzewać się w gorącej wodzie…
 Pobyt w łazience zajął mi godzinę.Dochodzi jedynasta,a ja jeszcze nie mam gotowego ubrania!
 Westchnęłam otwierając sporą szafę.Jak zwykle zresztą,nie mam się w co ubrać.Spojrzałam na kwiecistą sukienkę wiszącą na wieszaku.Kupiłam ją tydzień temu na wyprzedaży,chyba się nadaje…Dobrałam do niej beżową marynarkę z cienkiego materiału i baleriny tego samego koloru.Dodatkami zajmę się później.
 Wróciłam do łazienki by wysuszyć włosy i dokładnie się wyczesać.Postanowiłam zostawić je rozpuszczone,zbierając trochę z każdej strony i spiąć razem z tyłu głowy,zostawiając grzywkę.
 Pora na makijaż.Błyszczyk na usta,beżowy cień do powiek i tusz do rzęs.Jestem prawie gotowa.
 Założyłam małe kolczyki i ulubioną bransoletkę z doczepianymi elementami,dzięki czemu mogłam dopasować ją do każdego stroju.
 Wcisnęłam portfel i dowód osobisty do małej,brązowej torebki.Czy o czymś nie zapomniałam?Która godzina?Pięć po dwunastej?!Cholera!
 Wybiegłam z domu prawie gubiąc klucze podczas zamykania drzwi.Klęłam pod nosem na wszystko co mi przeszkadzało i wybiegłam z przedsionka na podwórko.Słyszałam kroki za płotem,jednak nie zwróciłam na to uwagi i z impetem wpadłam na furtkę.W samą porę zatrzymałam się przy wyjściu,bo przede mną stał Logan z zamiarem naciśnięcia dzwonka.
-Cześć!-powiedziałam gdy zdałam sobie sprawę,że to się dzieje naprawdę.Stałam przed kompletnie nie znanym mi facetem i wgapiałam się w niego jak idiotka.
-Właśnie miałem zadzwonić!-powiedział ze śmiechem.
-Przepraszam,trochę się zagapiłam.-powiedziałam z przepraszającym uśmiechem.
 Przyjrzałam mu się bliżej.Miał na sobie szarą bluzkę z rękawami podciągniętymi nad łokcie i dżinsy za kolano.Do tego skurzane buty z językiem wyciągniętym na zewnątrz.Z szyi zwisał mu nieśmiertelnik a na lewym nadgarstku spoczywały dwa rzemyki.Wyglądał bosko.
-Łał.Wyglądasz…niesamowicie.-powiedział wpatrując się we mnie bez przerwy.Każdego innego faceta strzeliłabym w twarz,ale nie jego.Było coś pociągającego w jego spojrzeniu.
-Hm,dzięki.-powiedziałam czerwieniąc się ze wstydu.Powoli zamknęłam furtkę za sobą i wyszłam na chodnik.
-To jak?Coś wymyśliłaś?-powiedział pocierając ręce o siebie i wkładając je do kieszeni.
-Może molo?Są z niego niesamowite widoki.-wskazałam w stronę oceanu.Czy pod moim domem od zawsze stał motor?-przyjechałeś nim?
 Wskazałam na stojącą przy krawężniku maszynę o kruczo-czarnym kolorze.
-Tak.To coś złego?-zapytał kładąc rękę na bagażniku.
-Nie,ale myślałam,że się przejdziemy.
-Hm…A nie obraziłabyś się gdybym zostawił go na twoim podwórku?
-Nie ma problemu.-otworzyłam ponownie bramę i Logan wprowadził tam swój motor.Nieźle z nim wygląda.
 Po chwili znaleźliśmy się przed wejściem do parku.Wymyśliłam sobie trasę,dzięki której pokażę mu wszystkie fajne miejsca,przed dojściem do molo.
 Wędrowaliśmy powoli alejami rozłożystych drzew i cichymi zagjnikami.Pokazywałam mu moje ulubione miejsca i opowiadałam o wspomnieniach z nimi związanymi.Po godzinie przysiedliśmy na ławce ze wspaniałym widokiem na oczko wodne.
-To miejsce jest dla mnie najważniejsze.-powiedziałam wpatrując się rodzinę łabędzi pławiącą się w wodzie.
-Dlaczego?-Logan oparł łokieć na tylnym oparciu ławki.
-Tutaj często chadzałam z tatą gdy byłam mała.Pokazywał mi kaczki,uczył rozpoznawać kwiaty,opowiadał bajki…-uśmiechnęłam się do siebie i poprawiłam sukienkę.
-Przychodzisz z nim tu czasami?
-Już nie.Zginął w wypadku gdy miałam 10 lat.-odpowiedziałam cicho.Nagle wspomnienia uderzyły we mnie niczym potężna fala.Łzy napłynęły mi do oczu,choć próbowałam powstrzymać je za wszelką cenę.Nie mam zamiaru płakać gdy on jest obok.
 Logan przybrał poważniejszy wyraz twarzy.Oparł łokcie o swoje kolana spuszczając wzrok na trawę.
-Przykro mi.
 Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy.Walczyłam sama ze sobą smutku i starałam się nie uciec jak najdalej stąd,bo właśnie na to miałam ochotę.Pocięgnęłam cicho nosem i szybko wstałam.
-Idziemy dalej?
 Podniósł głowę w moim kierunku przymrużając oczy od słońca.
-Mhm.
 Po dwudziestu minutach zaleźliśmy się w kawiarence „Jersey”.Wpadam tu najczęściej po pracy po kawę i małe ciastko.
-To jest moje królestwo!-zawołałam przekraczając drzwi wejściowe.-Niemalże tu mieszkam.
-A więc rozkaż swoim poddanym by przepuścili nas w kolejce!-Logan pokazał na długą kolejkę do kasy.
-Niestety,nie mogę.Hierarchia została obalona…-powiedziałam z udawanym smutkiem zajmując miejsce za jakimś grubym facetem.Oboje śmialiśmy się ze swoich beznadziejnych żartów.
 Staliśmy tam rozmawiając o byle czym,dopóki kolejka znacznie się nie skróciła.Gdy już zasiedliśmy przy stoliku z kawami,postanowiłam go o coś zapytać.
-Jak to jest?Jak to jest być sławnym i kochanym przez miliony?Czy tojest...miłe?-spojrzał na mnie dziwnie z nad swojego kubka.-Co?
Logan jedynie zaśmiał się ze mnie i zaczął odpowiadać.
-Miłe?To jest cudowne.Mieć świadomość,że tysiące osób dałyby wiele za jedno spotkanie z tobą:bezcenne.To zasypywanie mnie tonami listów i prezentów też nie jest złe.Ale sława swoje minusy.Praktycznie nigdzie nie chodzę sam.Często ludzie poznają mnie na ulicy i błagają o autograf.Czasami jest to uperdliwe,ale kocham moich fanów i za nic bym ich nie zmieniał.-mówiąc o tym,oczy świeciły mu się z przejęcia;widziałam,że to co mówi jest jego prawdziwym odczuciem.-To jak posiadanie jednej,ogromnej rodziny.Czasami oni wiedzą o mnie więcej niż ja…
-Może ja zostanę twoją fanką?-powiedziałam z uśmiechem,na co oboje parsknęliśmy śmiechem.Jego uśmiech wyglądał tak pięknie i szerze,że nie chciałam,by przestawał.
-Nie wiem,czy odebrać to jako flirt,czy zwykły kawał.-powiedział do mnie z zabawnym wyrazem twarzy.
-Hm,to zależy.Ja bym powiedziała że…                    Przerwałam,gdy usłyszałam dzwonek telefonu.
-Wybacz,muszę to odebrać.-powiedział przepraszająco i odszedł od stolika.



*Logan*



-Halo?-odezwałem się do słuchawki.
-Gdzie jesteś?Mieliśmy dziś wyjść na miasto.-usłyszałem w słuchawce głos Kendalla.Faktycznie,zapomniałem…
-Wiesz,ja już jestem na molo…
-Naprawdę?Mogłeś po prostu powiedzieć,że spotykamy się na miejscu.
-Ale ja…
-Będę tam za pół godziny.Widzimy się za chwilę!-nie dał mi dokończyć.
-Ale ty…
-Nie gadaj tylko na mnie zaczekaj!
I się rozłączył.Serio Kendall?Serio?
 Spojrzałem na komórkę i wsadziłem ją do kieszeni.Wróciłem do stolika udając,że nic się nie stało.Może mnie nie znajdzie?Czasami jak on coś sobie wmówi,to nic do niego nie dociera.
-Wiem że to strasznie głupie pytanie,ale kto to był?-Pam spojrzała na mnie siorbiąc kawę ze słomki.
-Kendall.Gadał…takie tam,głupoty.-dodałem wymijająco wyglądając za okno.
-Aha.Widzę co robisz.-uniosła jedną brew i uśmiechnęła się zabawnie.
-Pff…Co?-przewróciłem oczami niekontrolowanie.Chyba jednak nie potrafię kłamać.
-Jeśli to coś prywatnego,to ja nie muszę wiedzieć!-uniosła ręce w geście poddania i mrugnęła okiem.Mimowolnie uśmiechnąłem się do niej,gdy zauważyłem,że moja kawa właśnie się skończyła.
-Tragedia.-powiedziałem podnosząc kubek i zerkając na jego spód.-Nie mam kawusi!
-Możesz wziąć moją.-przesunęła w moją stronę swoją porcję.Pokusa czy grzeczność?Cholera,ta kawa jest za dobra.
 Chwyciłem kubek i jednym łykiem wypiłem resztę,nie zważając na słomkę.
-Nie dziwie się,czemu tak często tu przychodzisz…-uśmiechnąłem się wycierając usta dłonią.
 Zaśmiała się tak uroczo,że powstrzymywałem się przed zrobieniem typowego „ooo”,jak na widok szczeniaczka.
 Podeszła do nas kelnerka i sprzątnęła nasze kubki.
-Choć,jeszcze molo.-Pam oparła ręce o stół.
-A może pokarzesz mi jakieś inne ciekawe miejsca?Słyszałem,że z molo widoki najpiękniejsze są wieczorem,a dochodzi piętnasta.-powiedziałem powoli.James miał racje,kiedy kłamie,opowiadam jakieś głupoty.
-Bzdury.Moim zdaniem najpiękniejsze nad oceanem są zachody słońca!-pociągnęła mnie za rękę i wyszliśmy z kafejki.Na chwilę zapomniałem o Kendallu i innych sprawach,ważne było to,że poczułem na sobie jej dotyk.Dłonie miała ciepłe i tak wspaniałe w dotyku,aż zakręciło mi się w głowie.Mógłbym tak spędzić całe życie,trzymając ja za rękę!
 Przeszliśmy tak dobre kilkanaście metrów,a ona dalej mnie trzymała.Patrzyłem się na nią jak idiota,nie przestając się uśmiechać.W końcu zwróciła na mnie uwagę i cała się zaczerwieniła.
-Trzymałam cię cały ten czas?O matko…-Pam śmiała się zakłopotana kryjąc usta w dłoniach.
-Nie przeszkadzało mi to.-palnąłem głupio.W dodatku,powiedziałem to takim tonem,jakbym miał ją za chwilę zgwałcić i zabić.Brawo dla mnie.
 Spojrzała na mnie z uśmiechem.A więc nie przestraszyła się mojego dziwnego zachownia?Sukces!
-Chyba nie będziemy przez to tkwić w niezręcznej ciszy?-zapytałem po kilku minutach cichego spaceru.
 Podniosła szybko głowę w moją stronę,musiała o czymś intensywnie myśleć.
-Nie,po prostu…trochę przesadziłam.-dodała gniotąc w palcach końcówkę jej pięknej sukienki.
-Przesadzasz…Lepiej powiedz mi trochę o sobie.-właściwie,to na razie mało o niej wiem.-Gdzie pracujesz?
-W redakcji gazety Jersey Puls.Okropna,ale dobrze płatna fucha.Już nie wspomnę o moim szefie.Wyładowuje się na mnie,kiedy tylko może.Nienawidzę go serdecznie.-zaśmialiśmy się oboje.
-Czyli zajmujesz się czymś,czego nienawidzisz?
-Tak.Nie mam nawet odpowiedniego wykształcenia do bycia redakorem.Miałam pracować tam tymczasowo,a potem dostałam awans i jakoś poszło…Teraz kiszę się za biurkiem 8 godzin dziennie sześć dni w tygodniu.
-Nie wiem,jak to wytrzymujesz.A czym się interesujesz,kim zawsze chciałaś zostać?
-Jeżdżę konno od dzieciństwa i gram na pianinie.A zawsze chciałam zostać Kurtem Cobainem.-zaśmiałem się krzyżując ręce na piersiach.
-A tak na serio?
-Na serio…Chciałam śpiewać.-powiedziała to z dziwacznym wyrazem twarzy,jakby wcale nie chciała tego mówić.
-Chciałaś?A teraz też chcesz?
-Teraz mogłabym wykształcić się muzycznie i jedynie cieszyć się z dyplomu.Nie dostanę żadnej takiej pracy na poważnie.
-Co ty za głupoty opowiadasz?A myślisz że ja czym się zajmuję?-zawołałem pełen dezaprobaty.Jak można mieć w sobie tak dużo pesymizmu?
-Bez obrazy,ale ty miałeś życiową szansę,a ja takiej nie dostałam.
 Zatrzymałem się w miejscu.
-Co?Coś takiego nie przychodzi samo!Mówisz o swoich marzeniach i pragnieniach,jakbyś miała za chwilę umrzeć.
 Liczyłem na bardzo burzliwą odpowiedź,a ona jedynie wzruszyła ramionami.
-Może mówię tak bo zepchnęłam swoje potrzeby na dalszy plan.Teraz nie wiem,co mam robić.
 Westchnąłem przeciągle i zacząłem się zastanawiać.Czy ona dostała aż tak mocne lanie od życia,że nie wierzy w swoje możliwości?Może przez śmierć jej ojca stała się taka skulona w sobie.Chociaż,kiedy z nią rozmawiam,jest wesoła i pełna energii.Ta jej skrytość działa na mnie bez przerwy,mam ochotę wziąć ją na kolana,przytulić i pozwolić jej się wypłakać,by stałą się w końcu szczęśliwa.
-O nie,to Mike.Kryj mnie!-Pam nagle schowała się za moimi plecami,ciasno się do nich przytulając.To było przyjemne,przyznam szczerze.
-Kto?
-Facet,z którym kiedyś się spotykałam,a teraz nie daje mi spokoju.Myśli,że jak mnie zdradził i przprosi,to znów go pokocham…Idiota!-pokazała palcem na mężczyznę po przeciwnej stronie ulicy.Nie wyglądał na zbyt inteligentnego…
-Skąd ty wytrzasnęłaś takiego półmózga?-powiedziałem wciąż obserwując kroki tego faceta.Przeszedł się jedynie wzdłuż ulicy i zniknął za budynkami.-Dobra,poszedł.
 Pam wychyliła się z nad mojego ramienia by obadać teren i znów stanęła obok mnie.
-Uf,dzięki.To straszny natręt.Czasami przyłazi pod mój dom i drze się jaki ostatni kretyn.Nie wiem,jak mogłam z nim być!-wzdrygnęła się w geście obrzydzenia,z czego oboje się zaśmialiśmy.-A poznałam go na pewnej imprezie.
 Resztę drogi spędziliśmy na przyjemnej pogawędce.Gdy dotarliśmy do molo,Pam wpadła na pewien pomysł.
-Zrobię ci taki mały test o mnie.Sprawdzimy,co zapamiętałeś z tego,co ci opowiadałam.-powiedziała z uśmiechem.-Zgadzasz się?
-Pytaj.
 Podeszliśmy do budki z lodami.
-Ile mam lat?
-Dwadzieścia trzy.A urodziłaś się 13 lipca.-powiedziałem z uśmiechem.
-Łał.To może coś trudniejszego…Jak brzmi moje drugie imię?
-Hm…-pomyślałem chwilę.Mówiła o tym na samym początku.-Zdaje mi się,że Jennifer
.
 Spojrzała na mnie zdziwiona.-Dobrze!Masz dobrą pamięć.Jaki jest mój ulubiony gatunek książek?
-Fantasy.
-Jaki film lubię najbardziej?
-„Zielona Mila” oraz saga „Władca Pierścieni”.
-Czy mam jakieś zwierzęta?
-Nie,ale miałaś konia.
-Cholera,zaczynam się bać…-podsumowała ze śmiechem i zamówiła porcję lodów.-Poproszę…Może ty zamówisz za mnie?-posłała mi wyzywające spojrzenie.
-O tym nie mówiłaś,ale zgaduje że weźmiesz czekoladowe i truskawkowe.
-Blisko.Poproszę czekoladowe i pistacjowe.
-Ja również-zwróciłem się do sprzedawcy i po chwili odeszliśmy od budki z dwiema porcjami lodów.Zaczęliśmy wędrować wzdłuż ogromnego molo.
-A więc kontynuujmy.Pytanie numer siedem!-zanuciła piosenkę rodem z Familiady.-Jakie jest moje ulubione danie?
-Uuu,trudne pytanie…-wciągnąłem głębiej powietrze z zamyślenia.-Wiem!To…Lazania?
-Zgadza się!Wygrałeś!-zawołała Pam wciskając mi do ręki chusteczkę.-A oto twoja nagroda!
-Naprawdę?Łał,nigdy w życiu nic nie wygrałem!-z udawanym zaskoczeniem podniosłem „nagrodę” do góry.-Marzenia się spełniają!
 Śmialiśmy się z tego samego przez dobre kilka minut.Gdy w końcu się uspokoiliśmy,zaczynało się ściemniać.
-Za chwilę zachód słońca!Chodź,musimy to zobaczyć!-Pam ożywiła się i podbiegła do barierki z widokiem na ocean.Po chwili oboje staliśmy obserwując wspaniałe widoki.
-Jeszcze dwie minuty…-powiedziała wpatrując się w horyzont.Wciągnęła powietrze,gdy słońce powoli zaczęło znikać za taflą wody.Chmury przybrały złotawego  oraz czerwonego koloru.Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem,jak wiele ludzi również przygląda się temu zdarzeniu.W końcu słońce skryło się całkowicie,a równo z tym na całym molo rozbłysły lampy.
-Piękne,prawda?-spojrzała na mnie rozmarzonym wzrokiem.Miała zaszklone oczy.
-Tak…-odpowiedziałem w końcu wciąż obserwując jej spojrzenie.Widać było w nim coś w rodzaju wzruszenia,ale i ogromnej delikatności.Mówi się,że spojrzenie zdradza wszystko,dopiero dziś w pełni tego doświadczyłem.Zupełnie,jakbym zajrzał do jej głowy i odczytał wszystkie myśli.
-Jakoś dziwnie się na mnie patrzysz…Jestem brudna?-zaczęła wycierać dłonią okolice ust.
-Nie,tylko…Zagapiłem się.-odpowiedziałem śmiejąc się głupio ze wstydu.
Przez chwilę staliśmy naprzeciw siebie w ciszy,gdy Pam nagle się ożywiła.
-Wiesz,tyle dowidziałeś się o mnie,a ja jeszcze nic o tobie nie wiem.-powiedziała patrząc się na mnie z szerokim uśmiechem.
-A co chcesz wiedzieć?-odpowiedziałem jej tym samym wciąż dzierżąc w dłoni „wygraną” chusteczkę.
-Najlepiej wszystko!
-No więc,urodziłem się w Teksasie…-nagle ktoś mi przerwał.
-Logan!-usłyszałem za plecami znajomy głos.Lepszego momentu nie mógł wybrać.
-Kendall…Cześć.-powiedziałem odwracając się w jego stronę.

Linki:
www.thebest2000.blog.pl

http://lonelinesswithfrends.blogspot.com

olsen-bloguje.blogspot.com



http://www.moja-przygoda-z-btr.blogspot.com/


8 komentarzy:

  1. Świetny rozdział !
    http://anamarafashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. ŚWIETNE ! ktoś ma talent do pisania :P zapraszam : zwierzeceserce.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Hey , już komentowałam , ale co do twojego pytania . sterylizacja by znacznie pomogła . Oduczyć da się każdego psa. Kiedy skacze na twoich znaj . oni nie powinni jej głaskać , ale zwracaj na nią uwagi , ale też nie zdejmować z siebie , tak jakby jej nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny styl pisania...po tle widać że lubisz Logana haah ;)
    Pozdrawiam i zaoraszam http://damorlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny rozdzial.. czekam z niecierpliwoscia na kolejny ;)

    zapraszam do mnie ;)
    http://anuula.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawe, sympatyczne, miło się czyta ,pozdrawiam queen bee

    http://czternascienieznaczysiedemo3fa.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń